Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego wolę spędzać wakacje z dziećmi a nie oddać je dziadkom?

Wakacje z dziećmi. Perspektywa spędzenia ze swoimi pociechami dwóch dłuugich miesięcy wakacji sprawia, że wielu z nas, rodziców, z zazdrością spogląda na fejsbukowe fotki młodych, bezdzietnych par. O, jakież to były beztroskie czasy! Jakże cudownie, po prostu wsiadało się w auto czy inny pociąg i gnało przed siebie!

A więc, postanowione – wakacje bez dzieci! A gdzie najlepiej je ulokować, jak nie u dziadków? Doświadczenie z dziećmi mają, kupę wolnego czasu, są odpowiednio za dziećmi wytęsknieni, no i w ogóle – spoko ogarniają temat. A my, jak za dawnych lat, siup w miasto, albo nad morze!

Ja wolę spędzać wakacje z moimi dziećmi

Mało to popularne i w ogóle nie sexi. W czasach, kiedy rodzice na nowo odkrywają swój indywidualizm: matki – przestają być uciemiężonymi matronami, a ojcowie – z powodzeniem odkrywają w sobie duże dzieci, wakacje z dziećmi brzmią jak fanaberia. Ale ja i tak uwielbiam ten czas spędzać z maluchami. Razem. Jako Rodzina. Nawet mój teść, dziadek moich dzieci optuje za tą formą „wakacjowania”. Wiem, wiem, powiecie, że to dlatego, że nie chce mu się bawić cudzych dzieci. Ale to nie tak – jesteśmy właśnie razem na wakacjach – dziadek i ja, i Pociechy. Dziadek poświęca maluchom maksimum swojej uwagi i czasu, ale sam sugeruje, by RODZICE NIE ODDAWALI DZIECI DZIADKOM na wakacje. Dlaczego?

Wakacje tu i teraz. razem.

Wakacje to taki szczególny czas w roku, kiedy naprawdę mamy okazję być z dziećmi tu i teraz. Czasem, po raz pierwszy poznać je TAK NAPRAWDĘ. Zobaczyć, kim są, jak reagują na świat wokół, jak wchodzą w interakcje z rówieśnikami i innymi ludźmi. Takiej możliwości nie daje nam intensywny rok szkolny, kiedy zawaleni obowiązkami (i my i dzieci), nieraz po prostu się mijamy i jakoś bywa nam nie po drodze.

Ja i mój brat, Michał, zawsze jeździliśmy na wakacje z rodzicami. Ok, był czas kolonii, czasem sanatorium z racji naszej cherlawości. Ale to wspólne wakacje wspominam najlepiej. Nawet, jeśli biegało się cały niemal dzień po łące, to jednak byliśmy TU i TERAZ. Wakacje z dziećmi właśnie dlatego są dla mnie tak ważnym czasem. Bo, kiedy już wracamy z tych łąk, lasów i innych zagajników, to właśnie rodzice są odbiorcami wszystkich naszych dziecięcych opowiadań. To im, z wypiekami na twarzy mówimy o nowym znalezisku w piachu, to oni znają historię każdego siniaka oraz imiona naszych pierwszych, wakacyjnych miłości.

Wakacyjny trening uważności

Dobrze się zrozummy – bynajmniej nie namawiam do tego, abyśmy podczas wakacji z dziećmi, byli dla maluchów nieustannie animatorami zabaw. Podzielam pogląd Jespera Juula, że „dzieci muszą się czasem ponudzić” (rodzice zresztą też). Wspólne wakacje też nam to umożliwiają. Myślę, że to dobry czas na obopólny trening uważności. Rodzicom oferują czas i sposobność do spojrzenia na swoje dzieci trochę jak na rdzennych mieszkańców jakiejś egzotycznej wioski, w które często zresztą się zamieniają, kiedy ubłoceni i wypaciani owocami wracają do domku letniskowego z kolejnej wyprawy. To czas, kiedy nasze wyobrażenia na temat własnych dzieci możemy skonfrontować z brutalną, nieraz, rzeczywistością.

O inne argumenty za byciem razem z dziećmi proszę Lenę Świadek, pisarkę, terapeutkę i nauczycielkę medytacji w Szkole Tworzenia (School of Creation Poland):

To dobre pytanie;-) wcale niebanalne. Ja się tego nieustannie uczę i nagroda jest bezcenna: RADOŚĆ z rzeczy pozornie małych: bycia, uśmiechu, pierwszy raz wypowiedzianego słowa, zrozumienia w oczach dziecka. Natomiast jest to też stan niebezpieczny, który łatwo przemienia się w pustkę lub wygodę jeśli staje się ucieczką, a nie drogą do…tworzenia.

Najszczęśliwsi ludzie, których znam umieją jedno i drugie: być i tworzyć z tej właśnie miłości do bycia.

To mamy, które ciągle coś z dziećmi kombinują: zabawki z kamyczków, obrazy z liści, twarze na kanapkach. To rodzice którzy dzielą pasję ze swoimi pociechami: razem gotują, jeżdżą na nartach, robią zdjęcia. Tam nie ma siedzenia w nirwanie i wpatrywania się z afektacją w pociechę. Zresztą zdrowa pociecha dłużej niż 15 minut w nirwanie nie posiedzi. I słusznie; -)

Wakacje to także czas treningu uważności dla samych dzieci. Jeśli pozwolimy im w nieskrempowany sposób w tym czasie się…ponudzić, to zaczną tworzyć wspaniałe rzeczy. Tak, jak było to choćby w przypadku mojego męża, Mario. Do klasyki naszych rodzinnych anegdot weszła już ta o organizowanej przez niego Olimpiadzie dziecięcej miasta Rymanowa (miejscowość na Podkarpaciu, gdzie Mario spędzał beztroskie wakacje pacholęciem będąc). „Uzbrojeni” w butelki po wodzie, piłki, sznurki i patyki, młodzi „sportowcy” godzinami prześcigali się w stworzonych przez siebie konkurencjach.

A jak to się ma do wakacji spędzanych z dziećmi? Ano tak, że… nie będąc w takich chwilach z naszymi pociechami tracimy najcenniejsze, najszczęśliwsze i najbardziej wyjątkowe chwile z ich młodego życia.

Wiem, wiem  – czasem wakacje z dziadkami czy ciociami to mus. Po prostu inaczej się nie da, bo nikt z nas nie ma 2 miesięcy laby jak nasze maluchy. Ale jeśli tylko się da – to spędzajcie czas ze swoimi dziećmi.

dawajmy dzieciom szansę, by nas zaskoczyły.

dawajmy dzieciom okazję, by pokazały nam swój świat.

dawajmy sobie możliwość poznania naszych dzieci od nowa.

A jestem pewna, że nie raz nas zaskoczą!