Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Teoria wielkiego wybuchu według ojca czyli jak pracuje mężczyzna kiedy zostaje tatą?

Dziś wpis gościnny. Od taty. Nie byle jakiego taty – bo taty moich dzieci. Poznajcie Mario – za dnia: Mariusz, ambitny handlowiec w pocie czoła kierujący zespołem supersprzedawców, a wieczorami: supertato, pełen pasji do rodzicielstwa, z żyłką naukowca i niespełnionymi (póki co!) planami o dodaniu magicznych literek „dr” przed swoim nazwiskiem.

A skoro jest tato-naukowiec, to musi być teoria. I jest – TEORIA WIELKIEGO WYBUCHU. O czym jest? O tym, jak mężczyzna w kwiecie wieku NAGLE 🙂 staje się ojcem a cały dotychczasowy świat NAGLE 🙂 wybucha niczym supernova. Jak poradzi sobie w nowej rzeczywistości, kiedy przyjdzie mu łączyć karierę zawodową z nową rolą? (koniecznie dodajmy, że znalazł się w niej NAGLE 🙂 ) Po co zastanawiać się nad tym jak ciąża i rodzicielstwo wpływa na ojca dziecka? Bo czas ku temu idealny!

Z łączeniem roli pracownika i ojca jest tak jak z męskim, jesiennym przeziębieniem: znikąd ratunku, żadnego leku, zero zrozumienia i wsparcia ze strony najbliższych i otoczenia – nic tylko kłaść się pod ciepłą kołderkę i czekać na upragniony koniec.

Dobra, żarty na bok!

Przestudiowałam tę TEORIĘ WIELKIEGO WYBUCHU  (poświęcając jakiś miesiąc na analizę 😉 ) i w skrócie mówi ona, że:

  1. Tato jest jednostką RÓWNIE MOCNO dotkniętą (jeśli nie mocniej) kwestią łączenia kariery zawodowej i roli rodzica, co matka.
  2. Praca jest dla Taty miejscem pracy, relaksu, odskoczni, spotkań z kolegami, drugim domem…….
  3. Godzina wyjścia Taty z domu do pracy jest wprost proporcjonalna do wieku dziecka. (czyt. im młodsze dziecko, tym ta godzina jest wcześniejsza)
  4. Godzina powrotu Taty z pracy do domu jest odwrotnie proporcjonalna do wieku dziecka. (czyt. im młodsze dziecko, tym ta godzina jest późniejsza)
  5. Długość czasu pracy maleje wraz ze wzrostem dziecka.

Dla tych, co wolą tabelki, tak Teoria Mario przedstawia się na wykresie (i potwierdza powyższe):

teoria taty

Teoria Wielkiego Wybuchu wg Mario

Żadne poważne teorie nie obędą się bez badań naukowych. Mario przeprowadził badania naukowe w postaci dzienniczka, będącego zapisem zmagań i przeżyć młodego ojca w związku z łączeniem roli tegoż oraz wzorowego pracownika. Oto zapis (pisownia nie zmieniona):

OKRES CIĄŻY

0-3 miesiące

Super! Będę miał dziecko! Nie wpłynie to przecież znacząco na moje życie, raczej nic się wielkiego nie zmieni. Piwko po pracy z kolegami jest przecież obowiązkowe i należy mi się po ciężkiej pracy. Śpię normalnie także do pracy jestem punktualnie lub lekko spóźniony. Wracam kończę pracę gdy trzeba, nie ma problemów aby „powalczyć” dłużej lub wspólnie ze znajomymi z pracy jeszcze pobyć.

3-6 miesięcy

Ah, śpi mi się wciąż bardzo dobrze, ale już wypada wracać z pracy trochę wcześniej. Żona zaczyna mieć zachcianki i lepiej być przy tym jak o 19 napadnie ją ochota na lody, ogórka kiszonego i śledzie. W sumie powoli trzeba ogarniać dom dla dzieciaka.

6-9 miesięcy

Mówią, że będę miał mniej snu jak się dziecko narodzi… to próbuję spać do oporu. Później przychodzę do pracy, ale muszę wcześniej wychodzić. Szkoła rodzenia, skręcanie łóżeczka, wybór wózka, eh wszystko na moich barkach, a w robocie też cisną. Jakoś to ogarnę, luz blues.

NARODZINY!

Spoko koledzy, dałem radę – wpadajcie, napijmy się za zdrowie mojej pociechy póki rodzina w szpitalu

1 miesiąc

Boże, ale jestem niewyspany. Co ja robię tak szybko w biurze? W sumie muszę nadrobić zaległości z ostatnich miesięcy jak się urywałem z pracy. Zostanę dłużej, praca jest ważna, wszak żona na macierzyńskim, a na mnie polega domowy budżet. Poświęcę się. Dziecko wykąpiemy, cyc i spać. Z dzieckiem nabędę się w nocy… albo pójdę spać na kanapę. Przecież co ja tam mogę pomóc? Mama da cyca i po sprawie. Ufff, ale jestem zarobiony.

2 miesiąc

Ah, kto rano wstaje temu Pan Bóg daje! Będę wcześniej w pracy to i szef się ucieszy, kawę zaparzę. A jak trzeba dłużej zostać, to też nie ma problemu. Żona ogarnia już super dziecko, a i w domu zaczynają się pojawiać ciepłe posiłki. Sytuacja prawie opanowana… jeszcze te nocne pobudki… ale dajemy sobie radę!

3 miesiąc

Jestem pierwszy w pracy, ale dziecko jest urocze! Wrócę trochę wcześniej, akurat fajnie już łapie kontakt, uśmiecha się. No sama radość! Wróciłem do naszej sypialni na spanie, nie jest już tak źle. Raz czy dwa się budzi na jedzenie, ale w sumie to nawet nie słyszę. Rano szybko i bezszelestnie wychodzę, żeby ich nie budzić.

4 miesiąc

Ah, w sumie to nie ma co się tak śpieszyć, normalnie zacznę przychodzić do pracy. Wszak zostaję zawsze dłużej, bo pracy nigdy się nie przerobi. Śpi mi się całkiem dobrze, żona coś narzeka, ale ja nie odczuwam tych bolączek. Wieczorem jak wracam jest super zabawa z dzieciakiem. Jest uroczy.

5 – 9 miesiąc

Wracam powoli do normalnego trybu pracy, jestem wcześnie, bo dzieciak budzi się wcześnie rano i go szybko ogarniam. Trzeba wcześnie z pracy wrócić by odciążyć trochę żonę i zająć się dzieciakiem. Nawet nie jest taki trudny do ogarnięcia. Drze się? Chyba chce do mamy. Uff, kąpiel i spanie. Chyba czas bym wyszedł na piwko z kolegami, zasłużyłem!

9-12 miesiąc

Przychodzę i wychodzę z pracy punktualnie. Pracuję tyle ile trzeba, czasem dłużej, czasem krócej. Trzeba być elastycznym. Dzieciak zaczyna robić różne fajne rzeczy, także szkoda stracić raczkowanie, chodzenie czy przewracanie się z brzucha na plecy. A i te zabawki całkiem ciekawe…

Jak podsumować ten ogrom wiedzy? 😉  Powiem tak – tyle się mówi o mamach powracających na rynek pracy. I słusznie! Ale czasem, dla odmiany, warto wsłuchać się w męski punkt widzenia. Oni też, na swój specyficzny sposób, przeżywają swój powrót do pracy oraz łączenie nowych ról w życiu. Wspierajmy ich, bo nawet przejście przez poród nie jest w stanie zbliżyć nas do tego, przez co oni przechodzą.

To mówiłam ja, wspierająca Żona. Łubu dubu 🙂

 

Prawa do zdjęcia należą do geralt