Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Sukces pisany szminką [WYWIAD]

W pełni kierować swoim życiem. Być sterem, żeglarzem, a nawet okrętem. Wiedzieć czego się chce i do tego dążyć…. Któż by tego nie chciał! Niejedna z nas marzy o odnalezieniu własnej drogi w życiu. Bo, umówmy się, dzieci są fajne, słodkie i angażują nas w pełni, ale przecież jest „życie po macierzyństwie”.

O rozwoju, samorealizacji, kobiecej sile, ale też o Ambikorze, kurach i świniach rozmawiam z Olgą Kozierowską. Kobieta sukcesu, dynamiczna przedsiębiorczyni, spełniona matka, szczęśliwa babka. Cokolwiek bym o niej nie powiedziała, to wciąż będzie za mało i nie w pełni. Mnie absolutnie oczarowała. I jestem pewna, że ciebie również!

MA: Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania. Tak umiejętnie łączysz życie zawodowe z prywatnym. Jaki jest, według Ciebie, klucz do sukcesu? Jak połączyć te dwa światy?

OK.: Kiedyś niezbyt umiejętnie łączyłam te dwa światy. Po pierwsze dlatego, że na siłę próbowałam je od siebie oddzielić. A tak się nie da. Życie zawodowe naturalnie łączy się z życiem osobistym. Jedno uzupełnia, przenika drugie. Próba sztucznego postawienia granic kończy się frustracją. Zatem pozwoliłam sobie bez wyrzutów sumienia, w pracy, czasem tęsknić za byciem z dziećmi, i traktować te momenty jako coś dobrego a nie jako początek eskalacji negatywnej samooceny, a w domu, czasem pracować zamiast się z nimi bawić, także bez wyrzutów sumienia, jasno to otoczeniu komunikując. Pomogło mi też zrozumienie, że

nie ma możliwości, by w jednym momencie mieć wszystko na 100%. Być wszystkim na 100%. Mamą, menedżerką, żoną, przyjaciółką…

…tak się po prostu nie da. I czy jest w tym coś złego? NIE! Nie ma też nic złego w tym, by wszystkiego nie brać na swoje barki i podzielić się obowiązkami z partnerem, dziećmi. ALE nie w momencie, gdy ilość nabranych na siebie obowiązków zacznie nas przerastać. Wcześniej. Zanim zaczniemy na wszystkich narzekać, krzyczeć, biadolić. Można tego uniknąć, podchodząc do sprawy bez emocji. Dokładnie tak, jakbyśmy to zrobiły w pracy, dzieląc zadania na mniejsze i ustalając z zespołem, kto dane zadanie na siebie weźmie. Rodzina to też zespół. Coś stanie się mężowi, jak zrobi zakupy lub odkurzy? Coś stanie się synkowi, jak wstawi zmywarkę? Coś stanie się córce jak wyniesie śmieci? Zyskają na tym wszyscy. Oni poczują się potrzebni, Ty zyskasz nieco czasu, a co za tym idzie, nerwowość nie będzie zabierać uśmiechu z Twej twarzy.

Na koniec warto czasem pomyśleć o aspekcie JA. Co JA bym chciała zrobić dla siebie samej? To pytanie zapominamy sobie zadać, bo w tej całej układance – dom-praca-rodzina, jakoś braknie miejsca na JA. Pójść na masaż, na kolację z przyjaciółką, wyjechać na jeden dzień… to takie egoistyczne… powiedziałby niejeden Polak – ucierpi na tym rodzina. ‚

Te nasze zaściankowe przekonania, przekazywane z pokolenia na pokolenia, sprowadzają kobietę do roli siłaczki.

Która, jak chce pracować, karierę robić, to jest jej sprawa, jej egoistyczny wybór, ale jak wraca do domu, to ma wypełnić zadania, które są jej od dziejów przypisane. Bo co ludzie powiedzą.. ?

A przecież to my same piszemy historię swojego życia. Nie sugerujmy się ocenami innych. Te oceny będą zawsze, bo tacy są ludzie. Ale to nie oni przeżyją za Ciebie życie.

Dlatego warto pozbyć się „krytycznego-rodzica”, który żyje w naszych głowach i ruga za wszystko, co nie jest perfekcyjne. Odpuścić sobie, stać się dla siebie wsparciem. To pozwoli odnaleźć poczucie szczęścia, spełnienia. Zadowolenia z siebie w pracy i w domu.

_GOL7537
Olga Kozierowska, materiały Olgi

MA: A co z poświęceniem? Kobiety dużo o nim mówią.

OK: Już w samym słowie „poświęcenie” jest jakaś negatywność. Rezygnacja z czegoś, na rzecz wyższego dobra innych. Nie ma w tym nawet odrobiny wyboru. A wybór jest ważny. Spuentuję to przypowieścią o „jajkach na bekonie”: kura się zaangażowała, a świnia poświęciła. Widzisz różnicę?

MA: Widzę. Czyli nie osiągnę harmonii w życiu, jeśli będę czuła, że cały czas coś poświęcam.

OK.: właśnie. Będziesz czuła, że czegoś nie robisz, tracisz, coś przechodzi Ci między palcami. Po latach życia w takim schemacie, zdasz sobie sprawę, że realizowałaś scenariusze na życie innych ludzi. Nie było w tych scenariuszach roli, którą Ty sama sobie napisałaś. Z wyboru serca. Zatem angażuj się, a nie poświęcaj 🙂

MA: Załóżmy, że jest kobieta, która chciałaby coś w życiu zrobić. Taka, która czuje, że to co ma, już jej nie wystarcza ale nie wie do końca w czym jest dobra. Co powinna zrobić, żeby odkryć swój potencjał?

OK: Odpowiedzi można poszukać w czasach dzieciństwa, kiedy to nasze naturalne predyspozycje i talenty grały pierwsze skrzypce. Można też przyjrzeć się swoim obecnym zainteresowaniom, lub motywacjom. Jedni bowiem chcą łączyć pracę z przyjemnością, inni zmieniać świat, jeszcze inni robić coś, dla higieny umysłu, a jeszcze inni chcą po prostu zarobić pieniądze, albo pracować na swój status. Warto porozmawiać ze sobą szczerze. Odcinając opinie społeczne, opinie rodziny, przyjaciół. Tylko wtedy odkryjemy to, czego na prawdę chcemy.

Błędne obranie celu ma jakąś cenę. Wyobraź sobie, że oto zaczynasz wspinaczkę na szczyt, który myślisz, że jest Twoim szczytem. Angażujesz się, pokonujesz przeszkody, nie poddajesz się, wpinasz się i wspinasz. Trwa to nawet kilka lat. Po czym wchodząc na szczyt stwierdzasz, że nie jest on Twoim szczytem. Jest w tej sytuacji jednak jeden duży plus. Z tego szczytu widzisz inne. A dzięki temu, że udowodniłaś sobie, że umiesz się wspinać, na kolejny wejdziesz może nawet szybciej. Dlatego tak, czy siak, warto próbować. Działać a nie udoskonalać! W końcu uda nam się znaleźć swoje miejsce na ziemi.

MA: To próbowanie jest ważniejsze niż wygrywanie?

OK.: Jeżeli nie spróbujemy, nie wygramy (śmiech). Zmieniłabym nastawienie z „idę wygrać” na „idę spróbować wygrać”. Mając wbudowany schemat działania: „próbuję”, zyskuję dalszą wolę walki. Nawet jak nie wygram, to się nie poddam. Istotne jest tylko, by za każdym razem próbować w inny sposób. Próbowanie w ten sam, nie przyniesie oczekiwanego efektu.

MA: Powiedzmy, że wiemy już co chciałybyśmy robić, założyć własny biznes. Jakie kroki w tym kierunku powinnyśmy podjąć?

OK: Zanim zajmiemy się formalnościami, zróbmy małe badanie rynku. Na własną rękę. Zbierzmy informacje, poszukajmy benchmarków, określmy potrzeby swojej potencjalnej grupy odbiorców, zastanówmy się czym miałby się nasz produkt / usługa wyróżniać. Potem trzeba zająć się stworzeniem choć podstawowej analizy finansowej, by określić ile pieniędzy potrzebnych jest na start, jakie będą mniej więcej koszty stałe i zmienne naszej działalności, na czym dokładnie i w jaki sposób będziemy zarabiać i kiedy przewidujemy osiągnięcie tzw. break even point. Zachęcam też do tego, by nie lekceważyć spraw prawnych, szczególnie gdy zakładamy firmę z kimś. na przykład z przyjaciółką, którą zaprosiłyśmy nie dlatego, że jej potrzebowałyśmy, tylko dlatego, że…

 

MA: …tak będzie fajniej?

OK.: Nie, dlatego, że bałyśmy się to zrobić same. Że niby z nią będzie łatwiej, rozproszymy odpowiedzialność.

I potem, z takiego lekkiego podejścia do tematu, powstają niedomowienia, z niedomowień problemy. A można tego uniknąć. Wszystko jasno ustalić na początku, podzielić się obowiązkami, ustalić jak będziemy dzielić się potencjalnymi zyskami itp.

MA: To takie proste!

OK.: Proste w teorii, w praktyce nie zawsze. Szczególnie, gdy za wszelką cenę unikamy konfrontacji i rozmów o trudnych tematach. Jak chociażby o pieniądzach i władzy…

MA: Jeszcze się na dobre nie zaczęło…

OK.:… a już dzielimy skórę na niedźwiedziu. Ale lepiej od razu ją podzielić, niż zakładać, że podzielimy się w określony sposób w przyszłości. W końcu przecież nie siedzimy u nikogo w głowie? A jego, jej wyobrażenie o podziale może dalece odbiegać od naszego. Dlatego wszystko należy spisać!

MA: Oprócz tego, że kobiety boją się same zakładać biznes, to czego jeszcze się boją?

OK.: Samotności, oceny innych i porażki. To powstrzymuje nas przed zmianami. Dlatego często stajemy się skutkiem wydarzeń jakie dotykają nas w życiu, zamiast stać się ich przyczyną, generatorem. Przez ostatnie półtora roku prowadziłam w 17 miastach Polski Power Show. Jednym z jego elementów był speech o lękach. Zawsze na początku zadawałam paniom na widowni pytanie „czego boją się najbardziej?” Ich odpowiedzi potwierdzały, powyższą tezę wynikającą z badań psychologów. Wymieniały te trzy lęki.

_GOL8021
Olga podczas Power Show. Materiały Olgi

MA: Strach przed zmianą, to może nas bardzo ograniczać…

OK.: Strach przed zmianą determinuje nasze wybory życiowe i w biznesie i w życiu osobistym. Pomimo tego, że żyjemy w czasach kiedy zmiana staje się większą wartością niż trwanie, to dla kobiety trwanie ma ogromną znaczenie bo niesie ze sobą poczucie bezpieczeństwa. Działa tu motywacja na nietracenie typu „oby nie było gorzej”. To ogromna siła. Czyli zamiast wyjść z nieudanego związku, tkwimy w nim, bo może być jeszcze gorzej, a tak, to przynajmniej wiemy z czym mamy do czynienia. Tkwimy w niesatysfakcjonującej pracy, narzekamy, ale nic nie robimy żeby ją zmienić. Nie ufamy sobie, nie wierzymy w swojej siły. Czekamy aż los pokieruje naszym życiem. Ale czy oddawanie losowi kontroli przyniesie nam szczęście? Nie sądzę. Wierzę zaś, że każda z nas może mieć wpływ na swoje życie i jak w głowie będzie nosić skrypt „cokolwiek się nie wydarzy, to coś wymyślę” to zacznie odważniej podchodzić do zmian. Walczyć o siebie.

MA: Czyli jest faktycznie tak, jak głosi hasło Power Show: „Możesz więcej niż myślisz, że możesz”?

OK.: To nie znaczy, że możesz wszystko, ale możesz więcej niż myślisz, że możesz. Jeśli chcesz o coś zapytać, ale nie robisz tego, to masz „nie”. Ale jeśli zapytasz to masz „nie” albo „tak”. To jest cud świata. On nam pod nogi kładzie różne szanse. Ale to my musimy zdecydować czy chcemy je zobaczyć. To nasza decyzja. Napisałam ostatnio na Facebooku „happiness is a decision”. Możemy albo się okopać, mnożyć smutek, przyjąć pozycję ofiary, albo zrobić coś innego. Wziąć życie za rogi!

MA: Na sukcespisanyszminka.pl jest nawet taki hashtag dla artykułów podejmujących ten temat: #JAmarka. Co nam daje to, że patrzymy na siebie jak na markę? Niezbyt to korporacyjne, że mamy być produktem?

OK.: W świecie biznesu jesteśmy marką, więc powinnyśmy zadbać o to, by marka ta była kojarzona z odpowiednimi wartościami, rozpoznawalna, ciesząca się dobrym wizerunkiem. Każda, każdy z nas powinien umieć odpowiedzieć sobie na następujące pytania: „Jaka jest moja misja?” „Co ja chcę w życiu po sobie zostawić?”, „Jak chcę być odbierana?”, „Jakie wartości reprezentuję, które są dla mnie najważniejsze?”  „Czy w moim zachowaniu, sposobie funkcjonowania, odzwierciedlone są te wartości?” Jakie są moje mocne strony? Co mnie wyróżnia na tle innych? Niestety z badań wynika, że my kobiet mamy skłonność do oceniania się o 30% gorzej niż ocenia nas świat zewnętrzny. Nie widzimy naszych mocnych stron, nie widzimy osiągnięć. Widzimy za to doskonale to, czego nie mamy, nie potrafimy. A to przekłada się na nasze poczucie własnej wartości, które determinuje nasz sukces.

MA: Ale to nie jest fałszywa skromność, prawda?

OK.: To jest pokutujące przeświadczenie, że „dziewczynka, kobieta powinna być skromna”, że skromność jest jedną z najwyższych cnót. Ja polecam zamienienie skromności w pokorę i wzmocnienie pokory ambicją 🙂 AMBIKORA zaowocuje pozwoleniem sobie na sięgnięcie po więcej!

MA: Powiedz proszę, jak Ty to wszystko godzisz? Robisz tyle rzeczy, że można obdzielić nimi kilka osób.

 OK.: Myślę, że to jest związane z tym, że im więcej mamy obowiązków, tym lepiej zarządzamy sobą w czasie. Gdy miałam jedno dziecko i pracowałam w korporacji, to mam wrażenie, że marnotrawiłam więcej czasu. Dziś nie mogę sobie na to pozwolić. Lenistwo też muszę gdzieś wpasować.

MA: A masz jeszcze na nie czas?

OK.: [uśmiech] Mając troje dzieci, prowadząc biznes, występując, nagrywając, nie zakładam, że jest łatwo i, że będzie łatwo. Przyjęłam, że może być bardzo trudno. I wtedy od razu jest lżej. A i czas znajduję na poleniuchowanie, choć to czas kradziony 😉

MA: Zmieniasz perspektywę?

OK.: Tak, uważam, że wszystko jest kwestią nastawienia. Napoleon, jak zatrudniał ludzi do armii, to zadawał im pytanie „czy jesteś szczęściarzem, czy pechowcem?” Ci, którzy odpowiadali, że są pechowcami, nie byli angażowani. Dlaczego? Bo to jest tzw. state of mind (stan umysłu). I to nie jest tak, że ktoś się rodzi pesymistą. On decyduje być pesymistą. Więc, jeżeli ja decyduję się być optymistą, ale też realistą, to w problemie zobaczę możliwość jakiegoś rozwoju. Nie ma tak, że porażka to koniec świata. Niech każdy, kto czyta ten wywiad przypomni sobie, ile razy myślał/myślała, że oto wydarzyło się coś, co już zdeterminuje jej/jego życie i, że to już koniec. A tu, po paru miesiącach, okazało się, że jednak dobrze, że tak się stało! Mając choćby jedno takie doświadczenie, można to przełożyć na taki pozytywny skrypt: „No, dobrze. Mamy to, co mamy. Nie mamy na to wpływu, coś zaradzimy, coś wymyślimy.” Oczywiście, kryzysy też nie spadają jak grom z jasnego nieba, są czasem pewne sygnały, które czasem wolimy ignorować. Ale kiedy się już zjawiają, to możemy mieć – albo ten skrypt pesymisty, albo optymisty-realisty, czyli „Szukam rozwiązania, nie płaczę nad rozlanym mlekiem. Cóż, mogę je jedynie wytrzeć. Ale już go nie wypiję.”

_GOL9838_resize
Olga motywuje tysiące kobiet. Materiały Olgi

MA: Na koniec naszej rozmowy zapytam Cię o osobę, która Ciebie inspiruje, motywuje, kogoś, kto może być dla czytelników wzorem.

OK.: Swego czasu, jak zaczynałam, to czytałam biografie interesujących kobiet: Marty Stewart, Oprah Winfrey. Patrzyłam na ich sposób robienia biznesu. Dziś inspiracją są dla mnie ludzie, których spotykam codziennie, bo nauczyłam się ich słuchać. Nawet, jak kupuję owsiankę w restauracji, to banalna rozmową z kelnerką potrafi mnie do czegoś zainspirować.

Ostatnio też przyglądam się swojemu mężowi, który ze stoickim spokojem zarządza dużą firmą, znajduje czas na hobby, zrobienie zakupów i wiele domowych obowiązków. Wszystko to pozbawione jest typowej dla mnie zadyszki 😉

MA: [śmiech] To sukces, faktycznie! Patrząc na mojego męża, widzę, że mamy podobnie. Może to jest właśnie ten state of mind, o którym mówiłaś? Może ci mężczyźni z sukcesami, po prostu tak bardzo się nad tym wszystkim nie zastanawiają? Po prostu robią, działają. To my za bardzo, kolokwialnie mówiąc, rozkminiamy…

OK.: no właśnie, może sekret tkwi w nie rozkminianiu… może w nie myśleniu ciągle do przodu, prostu byciu tu i teraz. wystarczy być tu i teraz.

MA: Może więc problemem jest atakowanie siebie wciąż nowymi bodźcami? To są zupełnie różne stany umysłu. Z jednej strony musisz być skupiona, z drugiej – kreatywna i otwarta.

 OK.: Myślę, że różnorodność mojej pracy wpływa na jej niejednolitość i nieprzewidywalność. Z jednej strony tworzę, wymyślam, potem prowadzę projekty, zarządzam, następnie sprzedaję.negocjuje, nagrywam, przeprowadzam wywiady. I każda rola wymaga ode mnie wyeksponowania innych kompetencji. Jedne są mi autentycznie bliskie, inne jak to się mówi „naumiane”.

Czasem takie zbyt szybkie przejście z kreatywnego, uśmiechniętego dziecka, w poważną menedżerkę gdzieś mnie gubi. Twoja sugestia z pewnością mnie zainspirowała, do tego by nauczyć się czegoś więcej o sobie…

 

MA: [śmiech] Proszę bardzo, polecam się! Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę.

OK.: Dziękuję!

OLGA KOZIEROWSKA:

Twórczyni Sukcesu Pisanego Szminką, pierwszej w Polsce organizacji wspierającej kobiety pragnące się rozwijać. Sukces Pisany Szminką dostarcza wiedzy, narzędzi i rozwiązań, które pomogą w pełni wykorzystać twój potencjał.

Kiedyś Olga pracowała w korpo przez 10 lat by potem odnaleźć prawdziwą radość i cel życia. Dziś jest, jak sama mówi, „szczęśliwą przedsiębiorczynią”. I robi to, co kocha. Więcej o Oldze i jej projektach można poczytać:

 

A więcej rozmów z niezwykłymi kobietami znajdziesz na moim blogu, o TUTAJ