Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Storytelling czyli historie, które są sprzymierzeńcami każdej matki

Dobra historia opowiada się sama. Dobrą historię połykamy wszystkimi zmysłami. Ona nie pozwala o sobie zapomnieć. Potrafi zawładnąć naszymi sercami i umysłami…

Ale to nie jest wpis o opowiadaniu dzieciom bajek!

To wpis o ich tworzeniu. Wspólnie.

W swoim wystąpieniu na konferencji TED, Andrew Stanton, twórca scenariuszy do takich filmów jak „Toy Story” czy „WALL-E” twierdzi, że nie dlatego tak nas ciągnie do małych dzieci, że są „cholernie urocze”. Tak naprawdę, one do końca nie mogą się uzewnętrznić, a to sprawia, że my chcemy „dokończyć ich zdania”, chcemy pomóc im się wyrazić. Dlatego rozmawiamy z dziećmi, wspólnie tworząc ich świat. O tym, jak ważne jest rozmawianie z dziećmi napisano i powiedziano już mnóstwo. Ale o tym, jak tworzyć wspólne historie i po co to robić mówi się niewiele. Twierdzę (i mam na to dowody), że fabularyzacja życia codziennego, jak nazywam po polsku „storytelling”, to doskonały sposób na interakcję z dzieckiem. O co chodzi? Spieszę opowiedzieć.

Wspomniany Andrew Stanton, tworząc kolejny scenariusz filmu, stosuje w praktyce teorię „2+2”. W prostych słowach, to dążenie do zaintrygowania odbiorców i zmuszenia ich do pewnego wysiłku intelektualnego. „Nie dawaj im 4.” – mówi Andrew. „W zamian, każ im połączyć 2 i 2.” Proste? Cholernie!

LeaWells-beach
Autor: Lea Wells
Ale co to ma wspólnego z rodzicielstwem?

Wieczorna kąpiel, śniadanie, spacer czy zakupy – codzienne czynności, w świat których mimowolnie wprowadzamy nasze dzieci, to zajęcia nie zawsze atrakcyjne. Kto z nas nie zna wierzgania nogami czy rozdartych płaczem grymasów twarzy na myśl o kładzeniu się spać, kiedy trwa zabawa? A kto choć raz nie zaznał buntu podczas wychodzenia do przedszkola czy żłobka? Wiem to i przetestowałam na swojej rodzinie, że w takich sytuacjach storytelling jest nieoceniony! Odpowiednio stworzona historia, bogata w wyzwania, intrygi i momenty wstrzymujące oddech. Tak, tego potrzebuje każda matka aby wciągnąć malca w nie do końca ulubione czynności. Przykład? Proszę bardzo! Nawet kilka. Do wykorzystania w najpopularniejszych sytuacjach z życia małego dziecka:

1. Wieczorna kąpiel

Nie każde dziecko ją lubi. Nieuchronnie oznacza koniec zabawy i rozpoczęcie przygotowań do snu. Dlaczego więc nie wykorzystać jej do stworzenia wspólnie historii wokół niej? Przy młodszym szkrabie sprawdzi się zachęta w postaci historii o brudnym aucie (lub innej, ulubionej zabawce). „Spójrz, jakie brudne. Ciekawe, gdzie dzisiaj było?” – tak na przykład możesz rozpocząć to opowiadanie. „Dziś twoje auto miało mnóstwo przygód. Pojechało tu i tu…., robiło to i to.” (tu już zostawiam ci pole do popisu). W trakcie tworzenia historii, zachęcamy malucha do dodawania jej elementów. Dopytaj o szczegóły historii, zachęć do mówienia o tym, co spotkało bohatera historii. Celem jest takie jej poprowadzenie by kolejnym punktem opowiadania było wspólne umycie auta w łazience. A do tego potrzeba jest obecność twojego malucha w wannie. Sprytne? A jakże! A przy tym naprawdę pomocne 🙂

2. Zakupy

Nie zawsze jest tak, że malucha możemy zostawić w domu. A kiedy już siedzi w sklepowym wózku, albo maszeruje obok to nie ma bata – prędzej czy później oznacza to albo: zmęczenie („Mamo, do domu!!”), nagły atak zakupoholizmu („Chcę jajo [niespodziankę]!”) czy nagłe zniknięcie wśród półek. Tu również sprawdza się storytelling. Zamień wyprawę do sklepu w misję. U nas działa motyw „na bułkę”. Zapowiadamy naszemu dwulatkowi, że idziemy do sklepu kupić bułkę i prosimy o jego pomoc. Dlaczego akurat tak? Po pierwsze, bułka jest smacznym celem samym w sobie (hej, o co chodzi w tym, że każde małe dziecko zdaje się kochać białą bułkę nawet bardziej niż czekoladę?). A po drugie, wyznaczamy tym samy zadanie, które małe dzieci wręcz uwielbiają. Znalezienie bułki poprzedza szukanie innych produktów oraz tworzenie wspólnej historii o tym, co dzieje się w sklepie. Dla nas inspiracją była w pewnym stopniu niezastąpiona Świnka Peppa. Ona również dostała odpowiedzialne zadanie znalezienia wszystkich produktów z listy.

3. Sen

Tu to dopiero można się wykazać kreatywnością! Polecam sposób „na misia”, albo historię „mój dzień”. Pierwszy to, oczywiście, opowiadanie historii o zmęczonym misiu, który kładzie się spać. Nam pomaga dodatkowo książka „Dobranoc, Misiu” z misiową pacynką. Ale można tworzyć z głowy, czyli z niczego. Cel i zadanie dla dziecka to oczywiście położenie misia spać, a przy tym można zachęcać potomka do powiedzenia misiowi, co musi zrobić przed położeniem się spać (kolacja, kąpiel, piżama, etc.). Druga historia, „mój dzień”, to próba podsumowania tego, co się dziś lub niedawno wydarzyło. Warunek konieczny w tych dwóch przypadkach – zaczynamy opowiadanie dopiero, kiedy poproszone o to dziecko, położy głowę na poduszce.

Inne przykłady? Jedzenie – tu tworzymy historię wokół paliwa i rzeczy, które je potrzebują. Wiadomo, samochód nie pojedzie nie zatankowany. Pójście do lekarza – jeśli wiąże się ze spacerem w stronę przychodni, to niech będzie historią wokół karmienia kaczek czy gołębi, które spotykamy po drodze. De facto, wszystko może być dla nas inspiracją.

A co nam daje ten storytelling?
  1. Rozładowanie napięcia – dziecko wyczuwa nasze zdenerwowanie. Twórcze bajdurzenie pomoże nam się zrelaksować i popatrzeć na nielubiane przez dziecko czynności z innej perspektywy.
  2. Rozwijanie kreatywności –  opowiadanie i wymyślanie historii to doskonały sposób na pobudzanie pomysłowości dziecka. Rolą rodzica jest tu nie przeszkadzanie, a jedynie pobudzanie naturalnej skłonności dziecka do gadulstwa i fantazjowania.
  3. Dobra zabawa – szczerze, nawet nie musisz się wysilać przy takich zabawach. Możecie fabularyzować inne, codzienne czynności. Nie tylko te znienawidzone.

Tematyka i przebieg zależą naturalnie od wieku dziecka. Domyślam się, że wymienianie zabaw, które podejmie maluch jak już będzie w żłobku nie podziała na 5-latka. Ale wiesz, o co mi chodzi. Podpowiadam jedynie, że można się tak bawić przy każdej okazji, na przykład w samochodzie. Mistrzem fabularyzowania rzeczywistości jest nasz dziadzio Jasio. Wiek i zmęczenie nie czynią może z niego mistrza zabawy w ściganie się na podwórku, ale ten człowiek wie jak zaintrygować dziecko. Dosłownie animuje swoje wnuki, zaczynając historię jakąś ciekawostką („Cogito ergo sum – kto wie, co to oznacza?”) czy podrzucając zadanie, któremu nie sposób się oprzeć („Masz tu farby i pędzel. Ciekawe czy pomalujesz ten płot?”).

dlaczego to działa?

Andrew Stanton twierdzi, że kluczem do sukcesu jest to, że …

dobra historia sprawia, że wstrzymujesz oddech

Uczestnicząc w tworzeniu opowiadania, dziecko jest zaintrygowane. Poddaje się czarowi choćby najprostszej historii, bo naturalnie CHCE WIEDZIEĆ.

Dzieci chcą wiedzieć, chcą odkrywać, poznawać. Chcą być zaskakiwane. I w głębi serca – pragną niepewności.

Świadomość, że wspólnie z rodzicami tworzą coś nowego, końca czego nie znają i się nie spodziewają sprawia, że dzieci są idealnymi odbiorcami storytellingu. To właśnie czyni z niego nieocenionego sprzymierzeńca każdej matki.

A zresztą, kto z nas nie kocha bajek? 🙂