Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Seksizm nasz powszedni, czyli jak (nie) wychować gendera?

Dziś spieszyłam się do lekarza. Zamiast wybrać tradycyjną drogę, wybrałam tak zwany skrót. A, że wymaga zejścia po schodach, to mając w głowie niechybne spóźnienie, postanowiłam z niego skorzystać. Jakiś miły pan nagle porwał mi wózek i, niczym rycerz w srebrnej zbroi, jednym susem zniósł go ze schodów. Anioł? No, raczej!

Ale, zaraz zaraz. Czy nie powinnam się obruszyć, obrazić, choćby wkurzyć? Wszak to seksizm w najczystszej postaci. Otóż, ten oto raczej mizernej postury facio, sugeruje swoim zamaszystym ruchem, że jestem płcią słabszą, a zatem czuje się w obowiązku mi pomóc. Co to – ja już sama wózka nie zniosę?

Spodobało mi się takie określenie ze skali ambiwalentnego seksizmu (notabene – to też niezłe hasło), jakim jest „seksizm życzliwy”. Jakże się uradowało moje feministyczne serce, kiedy przeczytawszy o tym pojęciu, dowiedziało się, że nie ma się o co spinać. Wszakże nie jest tak, że „mój poranny rycerz” twierdzi, że jestem słaba i nie podołam. On się, moja droga, o mnie troszczy! Kobiety są wszak delikatne, wrażliwe, trzeba się nimi opiekować. O ile nie do końca się z tym zgadzam, to OK – przyjmuję w tej konkretnej sytuacji. Fakt – byłoby mi ciężko i zajęłoby to sporo czasu, gdybym sama chciała znosić ciężki pojazd córki po tych schodach. Pomoc przyjęłam więc i podziękowałam. Tak po prostu. Po ludzku.

…A potem skorzystałam z niej ponownie – wracając od lekarza. A co mi tam – jestem leniwa chyba i nie chce mi się samej taszczyć wózka! Niech pierwszy rzuci kamień, kto tak czasem nie ma.

I właśnie dlatego się zastanawiam, czy nie jest przypadkiem tak, że to my same nie uczymy mężczyzn seksizmu? Wiecie co? Okazuje się, że są nawet badania na poparcie tej tezy! Otóż, to nie od ojców młodzi chłopcy uczą się jak być seksistami. To matki są winne. Mnie już jakiś czas temu do takiego wniosku skłoniła lektura wywiadu z Robertem Biedroniem w Wysokich Obcasach. Mówi on tak:

My, mężczyźni, jesteśmy tak wychowywani przez was, przez kobiety. To wy, matki, nam na to pozwalacie. Od dziecka czujemy, że jesteście po to, żeby nam służyć.

Można nie lubić autora tych słów. Można nie zgadzać się z jego poglądem, ale nie sposób pozbyć się tego „swędzenia” w głowie na myśl, że „może faktycznie czasem przesadzam?” Czy to w ogóle możliwe? No to spójrzmy:

Ile razy podstawiałaś synkowi talerz pod nos, a córce kazałaś brać sobie zupę z kuchni?

Tak naprawdę wiele nie potrzeba, by wychować seksistę. To proste sygnały, drobne gesty i sytuacje, w których wyręczamy kochanych synów uczą ich, że nie tylko my, matki mamy im służyć, ale że w przyszłości będą też tak robić ich kobiety.

Ile razy prosiłaś córkę o pomoc przy garach, kiedy syn grał w gry?

Ja znam to trochę z innej perspektywy, ze swojego domu. Mam przeczucie, że nie jestem w tym osamotniona. Ale schemat jest zawsze podobny – to córka „obrabia dom”, podczas gdy synuś, arcyksiążę, odpoczywa, albo akurat zajmuje się bardziej męskimi pracami, jak wyrzucanie śmieci. A zakupy? A wywieszanie prania? To też od zawsze damska domena. I znów prosty sposób na to, by wychować seksistę.

ile razy nie prosiłaś o pomoc w ogarnięciu kompa córkę tylko syna?

Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że to my same jesteśmy nosicielkami stereotypów o naszej płci. Zamiast zaufać swojej intuicji i inteligencji, nie raz zdajemy się na „wszystkowiedzących” panów. Wiadomo, jak trwoga (technologiczna), to do Boga (czyt. mężczyzny). A ja apeluję – bądźmy bardziej pewne siebie! My też potrafimy zrozumieć czym jest „rozrząd bezkrzywkowy czterosuwowego silnika” jeśli tylko zadamy sobie trudu. I czasem powinnyśmy go sobie zadawać więcej.

Wybawieniem wydaje się modna ostatnio ideologia gender, czyli równouprawnienia płci, a nie ich zrównania. Ale ja nie jestem, szczerze powiedziawszy, do końca do niej przekonana. Nie będę się tu wdawać w rozważania na temat tego, czy „gender tworzą pedofile”, albo czy „gender to zabójstwo katolickiego modelu rodziny”, i tak dalej. Szczerze, daleko mi do takich skrajności.

Dlatego, proponuję zdroworozsądkowe podejście do tematu:

zdaj sobie sprawę z własnych ograniczeń i z nimi walcz

Wiedząc, że to z mlekiem matki mali chłopcy wysysają seksistowskie zachowania, staraj się zmienić skład tego mleka. Niech twoją laktacyjną dietą będę od dziś:

  • podobne oczekiwania względem córki i syna
  • proszenie o wynoszenie śmieci zarówno „małą księżniczkę” jak i „panicza z bajki”
  • rozkminki o Snapchacie i innych internetach z obydwojgiem
  • delegowanie podawania obiadu do stołu zarówno przez pomocnicę jak i pomocnika.

Tylko tyle? – zapytasz.

Tylko tyle i aż tyle! – odpowiem. Bo wychowanie to proces. A od czegoś trzeba zacząć.

Powodzenia!