Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Po co masz dziecko skoro się nim nie chwalisz? Zrób mu profesjonalny PR!

„Po co mieć dziecko, jeśli nikt o tym nie wie?”. W dzisiejszym świecie samo posiadanie dziecka, ba, nawet świadomość tego, że inni o tym wiedzą to wciąż za mało. Rodzice chcą więcej – łakną atencji, dostrzeżenia, że „tak oto ich potomek jest najsłodszym bobaskiem na świecie”. Mają to potwierdzać miliony lajków na fejsie czy serduszek na insta.
 
Nie uszło to mojej uwadze, jako profesjonalistce w dziedzinie public relations i komunikacji. Dlatego dziś mam dla czytelników prawdziwy rarytas. Profesjonalnie przygotowaną, w pełni skuteczną a na dodatek sprawdzoną strategię PR dziecka. Parafrazując Piotra Bałtroczyka: daję ją wam na zawsze. Totalnie za darmo! 🙂 
 
Na początek małe zastrzeżenie. O ile pojęcia PR (public relations) używamy zwykle do określenia strategicznych działań komunikacyjnych mających na celu budowanie obustronnie korzystnych relacji pomiędzy organizacją a jej otoczeniem (jak mówi Public Relations Society of America), o tyle w przypadku rodzicielstwa, moja subiektywna definicja PR byłaby taka: „działania komunikacyjne znajdujące się gdzieś pomiędzy PRomocją i PRopagandą, których celem jest kształtowanie pożądanego, choć niestety często nierealistycznego wizerunku siebie i swoich pociech wśród otoczenia.”

infografika_kampania PR
Plan Public Relations Twojego Dziecka (kliknij aby powiększyć)

Można się śmiać w duchu czy kpiąco patrzeć na inne, „matki wariatki”, które z narodzin swoich dzieci robią wielkie „halo”. Prawda jest jednak taka, że wszyscy to robimy – mniej lub bardziej świadomi korzyści (i niestety też zagrożeń) z tego wynikających, WSZYSCY PROMUJEMY NASZE DZIECI. A skoro tak, to róbmy to dobrze….albo wcale. Taką mam dewizę. 

A zatem – jak? Grafika powyżej przychodzi z małą podpowiedzią – „zastanów się na kim przede wszystkim powinno ci zależeć?” Na rodzinie i znajomych – to potencjalni ambasadorzy marki, jaką jest twoje dziecko. Jeśli będą dostatecznie zachwyceni i zrobią taki charakterystyczny gest/wyraz rozczulenia w postaci głośnego „OOOO!!!” (czyli „Jaki słodziak!”) to masz szansę na to by powiedzieli o twoim Cudzie wszystkim znanym im osobom wokół. A stąd prosta droga do „fejmu”. Zaś być fejmem w dzisiejszych czasach to po prostu „must”.

Jak zatem zabrać się za PR dziecka? Na początek rekomenduję kampanię PR, bo zakładam, że nie masz na zbyciu kilkuset tysięcy złotych na porządną reklamę prasową czy TV… Zanim zaczniesz, pamiętaj – nie zrób tego, co zrobiła autorka tego emaila, znalezionego na dzieciowo.pl:

list


A więc PR dziecka. Wybór odpowiednich technik i narzędzi jest trudny, więc i tym razem skorzystaj z mojej podpowiedzi:

PR tools
Narzędzia PR dla różnych odbiorców (kliknij aby powiększyć)

Dziadkowie 
To grupa potencjalnie najbardziej zainteresowana twoim przekazem. Jednym słowem „łykną wszystko” bo będzie dotyczyło wnusi czy wnuczka. Wystarczy pamiętać o przeważającej analogowej, tradycyjnej formie przekazu (np. telefony, fotoksiążka). Zakładam, że jeśli mają koło 50-60 lat, to po prostu medium najmniej obciążające ich zdolności percepcji i nauki. Pamiętaj o regularnych „update’ach”, o aktualnych „statusach” i koniecznie podkreślaj w komunikatach wszystkie postępy pociechy wskazujące na to, że rozwija się prawidłowo, książkowo je, śpi ile trzeba i generalnie nie ma z nim problemu. Sprawdza się tu bowiem zasada odwrotna do PR-u celebrytów czyli „ważne by mówili, ale by mówili dobrze” (czyli zasada przekazywania tylko „good newsów”).

Rodzina
Dalsza i bliższa, włączając siostry, braci, wujków i pociotków. Tu możesz już liczyć na większe ogarnięcie tematu internetu i „soszial mediów”. Puść wodze fantazji, organizując liczne eventy (również konferencje prasowe na Skype) i pamiętaj o małych „giftach”. Dobrze sprawdzają się kubeczki z wizerunkiem bobaska, czy podkładki pod filiżankę herbaty dla cioci Halinki. Spraw by pamiętali o waszym Szczęściu, a może odpłacą się jakimś podarkiem… Na pewno zaś powiedzą innym o tym, że wasz bobas jest „de best”.

Znajomi
Tych to trzeba dosyć mocno aktywizować, a przede wszystkim zapewnić im rozrywkę by chcieli was regularnie śledzić i podziwiać. Sam SMS nie wystarczy. Oni – zapracowani, korpoludzie, w natłoku obowiązków i swoich spraw (nie daj Boże – własnych dzieci) nie mają zbyt wiele czasu na „ochy” i „achy”. Dlatego postaw na „niestandardy” i regularną obecność w social mediach. Badź tam, gdzie oni, mów ich językiem (obrazkowym, a jak?!), badź niewymuszenie śmieszny czyli wybieraj momenty i ujęcia z waszego życia, które są miłe oraz przyciągają wzrok. Uwaga – nie przeholuj. Zdjęciami z Hawajów z miesięcznym bobasem czy postami w stylu „kolejna przespana noc. Yuhu!” możesz narobić sobie więcej wrogów niż przyjaciół. Ma być miło, wesoło i ciekawie!

Wszyscy
W myśl zasady „Think big!” Zrób wszystko by, gdziekolwiek się pojawicie z Pociechą i ktokolwiek będzie miał z wami styczność, komunikat był jeden – „zaje…fajne dziecko i jego rodzice”. Tu już nie stawiaj sobie ŻADNYCH granic – bierz udział w konkursach, twórz strony internetowe, grafiki, opowiadaj o waszych odkryciach innym rodzicom w przychodni…. „Sky is the limit” jak to mówią. Po co docierać do tych odbiorców? Ano po to, że nigdy nie wiesz, czy ktoś z nich nie okaże się agentem dziecięcych gwiazd i nie zaprosi was do reklamy czy innego tv show. A wtedy to już zwrócą ci się, choćby w części nakłady poniesione na powyższe działania. Czego i wam życzę!

Powodzenia!

Pamiętaj też o skrzętnym monitorowaniu wyników twojej kampanii. Jako „Kejpijaje” (ang. KPI – key performance indicators, czyli po ludzku – wskaźniki efektywności działań) dobrze sprawdzają się: lajki, serduszka czy inne „thumbs upy” oraz: długość rozmów telefonicznych z rodziną, częstość zapytań o twoje dziecko, gotowość do używania zrobionych przez ciebie gadżetów.

PS. Artykuł zawiera treści humorystyczne, pamiętajmy jednak o zdrowym rozsądku. Bezpieczeństwo naszych dzieci w Internecie zależy od nas. Zastanówmy się dwa razy zanim opublikujemy coś online z wizerunkiem naszych dzieci. Polecam poradnik „Bezpieczeństwo dzieci online” Fundacji Dzieci Niczyje przygotowany na potrzeby niedawnego Dnia Bezpiecznego Internetu.