Mama subiektywnie

o urokach macierzyństwa

Won od naszych piersi! czyli jak nieoczekiwanie znalazłam receptę na udane macierzyństwo

Ten dzień nie należał do udanych… może to kwestia pogody, a może tej lekarki, u której wizyta przypomniała mi po raz kolejny, jak wiele jest mitów, niewiedzy i zamieszania w temacie karmienia piersią.

Za sprawą, między innymi, Czarnego Protestu wiele się mówi ostatnio o „naszych macicach”. Popieram – won od nich! Ale przez wydarzenia z dziś, mówię też śmiało: Won od naszych piersi!

Bo przecież:

  1. To  jest NATURALNE, że karmimy nasze dzieci wyłącznie piersią do 6 miesiąca życia!
  2. To jest NATURALNE, że kierujemy się opinią autorytetów, choć właśnie teraz żyjemy w czasach, kiedy to słowo jest szargane na wszystkie strony i kiedy trudno o prawdziwy autorytet w jakiejś dziedzinie.
  3. To jest NATURALNE, że chcemy dla swych dzieci jak najlepiej i dlatego podajemy im pierś najdłużej jak się da.
  4. To jest NATURALNE, że karmimy piersią tak długo, jak obydwojgu (matce i dziecku) jest z tym dobrze.
  5. To jest NATURALNE, że nie wstydzimy się karmić w miejscu publicznym, bo dla nas karmienie nie jest równoznaczne z epatowaniem gołym cycem i sutem.

Dlatego, przyglądając się temu, co mówi się o karmieniu piersią w publicznej debacie i jak same matki podchodzą do tego tematu (a pełno tu sprzecznych opinii i zajadłych, czasem opryskliwych wypowiedzi), stwierdzam, że w tym wszystkim jednak odnajduję dla siebie coś pozytywnego..,.. Może to wina mojego niepoprawnego optymizmu?

Nie da się, co prawda zapewnić komuś szczęścia w życiu, o czym pisałam  niedawno tutaj ale jestem przekonana, że:

Szczęścia nie można nikomu zapewnić, ale można dążyć do niego samemu.

I ja w tym całym”kociokwiku”sprzecznych opinii, w tych „mądrych radach lekarzy” w stylu: „czekając z rozszerzeniem diety pani dziecka do 6 miesiąca naraziła je pani na anemię”….w tej całej GŁUPOCIE (bo innych słów nie znajduję), odnalazłam moją receptę na szczęśliwe macierzyństwo. Wierzę, że nie dotyczy ona tylko i wyłącznie kwestii karmienia. Odnosi się do tematu snu (lub jego braku), stroju, zachowania i …wychowania jako takiego. Jest krótka i daję Wam ją teraz na zawsze, totalnie za darmo:

wsłuchaj się w siebie,

uwierz w siebie,

rób to, co dyktuje ci serce i rozum,

nigdy nie tłumacz się innym ze swojego rodzicielstwa!

[dawkować codziennie w dużych ilościach; brak ryzyka przedawkowania; objawy niepożądane to: krzywe spojrzenia innych, głupie docinki, hejt, obrażone spojrzenie teściowej]

Myślę, że szczególnie ważne jest to, co na końcu tej recepty. NIGDY NIE TŁUMACZ SIĘ Z TEGO, W JAKI SPOSÓB REALIZUJESZ SIĘ JAKO RODZIC.

Tak, jak nie ma jednej, jedynej recepty na życie, tak nie ma jednego sposobu na bycie dobrym rodzicem

Nie wierzmy w poradniki, nie sądźmy, że porady innych rozwiążą nasze problemy. Jak widać, choćby z mojego doświadczenia, nawet lekarze nie są zgodni co do tego,  czy żółtko można wprowadzać dziecku razem z białkiem oraz do kiedy trzeba karmić piersią. A skoro w naszym życiu tak trudno o sprawdzone autorytety, a te, które są bywają podważane, pozostaje nam ZAUFAĆ SOBIE. Każdy z nas, rodzic, matka, ma dokładnie to, czego potrzebuje by być dobrym rodzicem: Miłość, podstawową wiedzę i…..Dziecko. I to ono powinno nas prowadzić, to jego dobro powinno być wyznacznikiem tego, czy spełniamy się jako rodzice.

Uświadomienie sobie tego wszystkiego dziś, kiedy lekarka „zbeształa” mnie za PÓŹNE (!) wprowadzanie pokarmów stałych (po 6 miesiącu życia dziecka), sprawiło, że nieoczekiwanie uświadomiłam sobie znalezienie tej upragnionej recepty na szczęśliwe macierzyństwo.

 Czego i Wam życzę, dzielni rodzice!

PS. Prawa do zdjęcia należą do: Joanna Słyk, Baby Photography

Więcej fascynujących, mądrych treści na temat karmienia piersią znajdziecie na blogu hafija.pl