Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Masz tę moc!

S. od początku nie miała lekko. Jej córeczka już po urodzeniu, w szpitalu wymagała operacji….którą zresztą lekarze spartolili. Potem doszła kilkuletnia walka o to, by jej dziecko było zdrowe. A chorowała non stop. Przez co nie można było przeprowadzić kolejnych potrzebnych operacji.

M. praktycznie nie śpi. Upór jej córki w przywoływaniu do siebie w środku nocy ukochanych rodziców jest godny podziwu. Ale też godne podziwu jest to, że M. w ogóle jakoś funkcjonuje i ma jeszcze ochotę wyjść ze mną gdzieś wieczorem.

I. oraz J. długo walczyły o to by w ogóle mieć dzieci, podczas gdy druga J. stała się matką po raz drugi dość nieoczekiwanie. I dostała dziecko-anioła. Od początku śpiącego długo i radośnie, dającego mamie wytchnienie w ciągu dnia i w nocy. Zupełnie, jakby chciało przez to powiedzieć: „OK. Może jestem dość niespodziewanym gościem w Twoim życiu, ale za to zrobię wszystko, by Ci to życie umilić.”

Mamy minimalny wpływ na to jaką osobowość czy temperament będzie miało nasze dziecko. Geny to tylko część odpowiedzi na pytanie o to, jakie to dziecko będzie. Dlatego nie da się do końca przewidzieć, czy nasz potomek będzie się zachowywał tak czy inaczej. Czy będzie nocnym Markiem, czy raczej rannym ptaszkiem? Czy będzie, jak to się mówi, grzeczny, czy da nam porządny wycisk?

Dlatego, trochę po to by oswoić rzeczywistość młodej matki, a trochę po to by ściągnąć z siebie odpowiedzialność za wszystkie problemy świata – ukułam sobie taką oto teorię.  MASZ TAKIE DZIECKO, Z JAKIM JESTEŚ W STANIE WYTRZYMAĆCo przez to rozumiem?

To moja próba przeciwstawienia się powszechnemu modelowi zachowań matki, który „każe” nam być wieczną ofiarą. Dziecko nie śpi? Nie je? Grymasi? Drze się wniebogłosy? – To pewnie moja wina. To  częsty schemat, powtarzany przez matki. Jak to dołująco wpływa na nasze samopoczucie! Ja jestem przekonana, że powinnyśmy raczej przyjmować taką postawę: Mam takie High Need Baby,  o którym mówią William i Martha Searsowie, właśnie dlatego, że to JA, a nie nikt inny, jestem sobie w stanie dać z nim radę. Trochę to naiwne, ale niezaprzeczalnie coś w tym jest. Fakt, są matki, które nie wytrzymują. Porzucają swoje dzieci, skazując na bezdomność lub koczowanie w domach dziecka. Przy okazji – doznałam szoku, kiedy dowiedziałam się, że co roku średnio licząc (więc pewnie dane są zaniżone) matki porzucają w szpitalach w Polsce 700 dzieci (!). Myślę jednak, że tu w grę wchodzą inne, poważniejsze czynniki, jak: nędzne otoczenie matki, jej samotność, młody wiek, szok jakim jest ciąża i poród, niski poziom życia, etc. Myśląc o swojej „teorii”, biorę pod uwagę typową, zdrową sytuację.

Patrząc z boku na S. wiem, że ja chyba bym się poddała. Często myślę, że Ona musi być jakimś szczególnym typem człowieka. Matką wyjątkową. Walcząc o zdrowie swojego dziecka, zachowuje maksymalny optymizm, a do tego się rozwija i jest pogodną, ciepłą osobą. Jak inaczej to wytłumaczyć?

A co z M. czy I. oraz J.? One też „mają tę moc”. Nikt inny, tak jak one, nie byłby w stanie podołać trudnej sytuacji, w jakiej się znalazły. Czy uważam, przez to, że jeśli masz „ułożone” dziecko, to znaczy, że jesteś słaba? W żadnym wypadku. Wiem tylko, że na przykład mojej przyjaciółce, E. los oszczędził wiele zmartwień dając jej syna-książkowe-dziecko. Z takim okazem spokoju E. jest dużo szczęśliwsza, bardziej opanowana, ma czas na rozwijanie swoich pasji i zainteresowań. Gdyby miała małego furiata, to pewnie słaniałaby się ze smętną miną. I straciłaby sporo ze swojego uroku. Natomiast S. – ona bez względu na to, jak życie ją potraktowało, jest pełna optymizmu i pogody ducha. Czujesz tę delikatną różnicę? 🙂

Kiedy następnym razem stwierdzisz, że już nie masz sił, a świat i twoje dziecko uwzięli się na ciebie, pomyśl, że to właśnie dlatego, że jesteś taka silna. I dasz radę! W psychologii to się nazywa „automotywacja”. A jeśli nie wiesz, jak ją zdobyć lub zwiększyć, to polecam ten artykuł na sukcespisanyszminka.pl …. albo posłuchanie tej fantastycznej przeróbki piosenki z „Krainy lodu” autorstwa blogerki, Małgorzaty Urlich: