Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

7 objawów subiektywnego rodzicielstwa (i dlaczego to zło najgorsze)

Mama subiektywna to nie to samo co mama patrząca na świat subiektywnie. Wyjaśnijmy to sobie na wstępie! To, że jako matka, patrzę na świat przez pryzmat swoich doświadczeń i przekonań (a więc – subiektywnie), nie oznacza, że jestem subiektywnym rodzicem. Co więcej – nie powinnam nim być. Nikt z nas nie powinien. Przede wszystkim dla dobra swoich dzieci.

kto to jest subiektywny rodzic?

Subiektywny rodzic to, według mnie, najgorsza forma przypadkowości w rodzicielstwie. W pełni zgadzam się tu z Tracy Hogg, która wprowadziła pojęcie subiektywnego rodzicielstwa w moje życie. Subiektywny rodzic to, najprościej mówiąc, przeciwieństwo rodzica obiektywnego. I jako taki:

  1. jest nieszczery wobec siebie i dziecka
  2. jest hipokrytą, na zewnątrz pokazującym jedno a robiącym coś zupełnie innego
  3. nie patrzy bezstronnie na swoje dziecko
  4. szuka wytłumaczeń w otoczeniu, w sobie, ale nie w dziecku; usprawiedliwia dziecko i jego „wpadki”
  5. widzi dziecko takim, jakim chce je widzieć, a najczęściej – wręcz doskonałym, jedynym takim na świecie dzieckiem
  6. uważa, że pozjadał wszystkie rozumy
  7. reaguje emocjonalnie, przenosząc swoje emocje na dziecko

dlaczego nie możemy być subiektywnymi rodzicami?

Po pierwsze: BO W TEN SPOSÓB ZABIJAMY W DZIECIACH PRAWDĘ

Zastanów się przez chwilę, czy naprawdę chcesz by twoje dziecko było kiedyś „przeświadczone o własnej zajebistości”? Czy nie lepiej pokazywać mu prawdziwy obraz jego samego i otaczającego go świata? No rejczel (czyt. raczej)! I właśnie dlatego uważam, że nie możemy jako rodzice być subiektywni. Subiektywne rodzicielstwo to wieczne oszukiwanie siebie i potomka. „Jesteś wspaniały!”, „Świetnie!”, „Brawo!” – na każdym kroku słyszę takie pochwały skierowane do potomków, które subiektywne mamy wypluwają z siebie bez ładu i składu na każdym kroku. Dwuletnie dziecko weszło samo do piaskownicy? „Brawo!”. 7-mio latek powiedział banalny wierszyk na poziomie przedszkolaka? „Cudownie!” Powiedzmy to sobie jasno:

Wpajanie dziecku przekonania, że jest genialne, jest niezdrowe i niebezpieczne!

Ok, chwalmy. Ok, mówmy, że coś dobrze zrobiło. Ale TYLKO WTEDY, gdy naprawdę na to zasługuje. Nie cały czas. Nie, bo tak się przyzwyczailiśmy. Zbyt często ostatnio spotykam się, nawet w swoim bliskim otoczeniu, z symptomem subiektywnego rodzicielstwa (i „dziadostwa” czyli rodzicielstwa tylko, że prowadzonego przez dziadków. Wiesz, o co mi chodzi). Rośnie później to to na małego chwalipiętę, który uważa, że wszystko ma najlepsze, on jest najlepszy i generalnie wszyscy powinni mu do nóg padać bo taki jest cudowny. Normalnie, wychowujemy sobie rzeszę egoistów w ten sposób!

Po drugie: BO UZALEŻNIAMY DZIECI OD SIEBIE

Subiektywny rodzic uczy dziecka, że tylko on rozumie jego emocje. Świat na zewnątrz je „be” i tylko mamusia i tatuś potrafią ukoić ból. „Ktoś cię zbił?” – „Na pewno jest zazdrosny!”. „Ktoś ci czegoś zabronił?” – „Jak mógł! Drań jakiś! Chodź do mamy!”. Czy to brzmi znajomo? Dla mnie tak, bo stykam się z tym na co dzień. Uwsteczniamy w ten sposób dziecko, pokazując, że rodzic może (i będzie) je zawsze wyręczał we wszystkim. A potem przychodzi zdziwienie, że kilkulatek nie umie sam zawiązać butów, albo, że siedmiolatek idący do szkoły nie umie sobie sam (za przeproszeniem) tyłka podetrzeć.

Po trzecie: BO OKRADAMY DZIECKO  Z JEGO WŁASNYCH EMOCJI

Subiektywne rodzicielstwo sprzyja wszelkim patologiom. Wyręczając Pociechy („bo przecież jest taki malutki i to dla niego za trudne”) uczymy je, że ich emocje nie są ważne. Bo, przecież może być tak, że maluch wcale nie myśli o sobie jak o ostatniej ofierze losu? Hę? A może on chce spróbować, może ma na tyle odwagi by zrobić coś nowego? Ale nie, bo wtedy wkracza subiektywna mamuśka, który ma zupełnie inny obraz swojego pieszczoszka i już mu truje do głowy: „Wywrócisz się!”, „Uważaj, to za trudne”, albo słynne „Nie  biegaj, bo się przewrócisz”. A gdybyśmy tak wyzbyli się tego subiektywnego rodzicielstwa i zamiast tego zachęcili dziecko do refleksji nad sobą? „Zastanów się, czy na pewno tego chcesz?”, „Pomyśl, jak czuje się Janek, kiedy mu to robisz?”, „Widzę, że jesteś niepewny. Boisz się? Dlaczego?” itd.

Subiektywne rodzicielstwo zaczyna się dosłownie w dniu przyjścia na świat potomka…. co ja gadam – już w chwili poczęcia! (a przynajmniej z chwilą, kiedy dowiadujemy się o ciąży). Co jest takiego w nas, rodzicach, że koniecznie chcemy wiedzieć wszystko o swoim dziecku, zanim ono nam to jeszcze wyjawi?

Stąd mój apel:

Patrzmy na dziecko jak na przybysza z obcej planety, jak na przedstawiciela egzotycznego plemienia z książek Beaty Pawlikowskiej. Wsłuchajmy się w jego PRAWDZIWY głos (nawet, jeśli to jest płacz). Starajmy się widzieć jego PRAWDZIWE zachowania i BEZ OCENIANIA, BEZ ZACIEMNIANIA OBRAZU, RZETELNIE reagujmy na nie.

Jestem przekonana, że patrząc w ten sposób na nasze dzieci, nie tylko unikniemy przypadkowości w wychowaniu, ale także stworzymy szczerą, budującą dla obu stron, relację, która przetrwa w przyszłości największe burze.