Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

7 rzeczy, których nikt nie powie przyszłej matce czyli dlaczego powinna powstać Szkoła Macierzyństwa?

O słodka naiwności, czym byłby świat bez Ciebie!

Postuluję otwarcie i z całą mocą powstanie szkół macierzyństwa! „Po co? Przecież są szkoły rodzenia” – powie ktoś mądry. A ja mu odpowiem: „I co z tego, jeśli tak naprawdę to nauczą Cię tam oddychania w trakcie porodu, a najwyżej – przewijania pieluchy!” To stanowczo za mało! Śmiem twierdzić. To tak jakby najważniejszym w życiu matki wydarzeniem był poród. A co dalej? Co zrobić? JAK ŻYĆ? … jako młody rodzic?

Macierzyństwo – oczekiwane, upragnione a czasem niespodziewane i całkowicie przewracające do góry nogami nasze życia. Nie ważne jakie, ważne, że w momencie kiedy dowiadujemy się o ciąży, wkraczamy w tę nową sytuację z pewnymi oczekiwaniami. „Expect the unexpected” – chciałoby się rzec. Bo oczekiwania względem macierzyństwa zderzają nas z rzeczywistością z siłą godną porządnego buldożera na budowie choćby bloku za moim oknem.

Macierzyństwo – oczekiwania kontra rzeczywistość. W tym temacie powiedziano wiele. Bo wiadomo – nieprzespane noce to szok w momencie kiedy przecież mówi się „spałem jak niemowlę” (a więc długo, mocno i błogo). A figura, którą miałyśmy rzekomo bez problemu odzyskać po ciąży dzięki karmieniu piersią? Kolejny szok! Bo nikt nie powiedział, że trzeba do tego trzymać jakąś dietę.

W ogóle, to jest pełno takich rzeczy, których nikt Ci nie powie o macierzyństwie. Zupełnie tak, jakby inne matki chciały Ci zrobić na złość, albo zachować dla siebie najlepsze przeżycia – przecież nie zawsze jest tak, że macierzyństwo to instytucja „Samo Zło”. Tak czy siak, o wielu aspektach ciąży i macierzyństwa nie wiedziałam i wkurza mnie to totalnie. Mam ochotę krzyczeć, że „takie rzeczy powinno się wywieszać na jakiś plakatach w szkołach rodzenia i szpitalach”. Dlatego postuluję powstanie szkół macierzyństwa. Jakaś miła niebieskooka (choć niekoniecznie) pani położna oraz lekarz siadaliby z położnicą i jej nowo narodzonym dziecięciem (albo jeszcze wcześniej – z kobietą w ciąży), omawialiby wszystkie aspekty tego, co może młodą mamę niepokoić. Po co? Ano po to by nie musiała wypisywać dramatycznych apeli na fejsie w stylu „mojemu 2-miesięcznemu synkowi wyskoczyło coś na twarzy. Jak to leczyć i co to jest?” Albo lepiej – internety uniknęłyby tysięcy „zapchajdziur” w postaci zdjęć takowych wyprysków czy innych zaczerwienień i „dziwnie wyglądających plamek”.

fot. Joanna Słyk Baby Photography (http://joannaslyk.wix.com/joannaslyk)

Czyż nie byłoby cudownie, gdyby psycholog również wziął pod swe skrzydła taką młodą mamę (i tatę) i już zawczasu przygotował na zmiany w życiu tych dwojga młodych ludzi? Gdyby z czułością i troskliwością powiedział „Kochani, będzie ciężko. Możecie się spodziewać tego, tamtego i siamtego. Ale nie martwcie się, możecie sobie z tym poradzić tak oraz tak. A tu macie do mnie telefon. Dzwońcie 24h/7 jak będziecie mieć problemy”. Kurcze, normalnie raj.

Nie twierdzę, że rodzice to jakieś zagubione istoty, które sobie nie poradzą. Poradzą. I robią to każdego dnia. Ale też każdego dnia tysiące matek rwie sobie włosy z głowy bo zastanawia się (nierzadko w panice) co trapi w danym momencie ich dziecko (dlaczego drze japę non stop)?, co można jeszcze zrobić i jak by było lepiej? i w ogóle – czy są dobrymi matkami. Ileż to ludzkich dramatów można byłoby uniknąć? Eh! Super, nie?

Ale zanim powstanie pierwsza taka szkoła (rezerwuję prawa autorskie do tego pomysłu; mam nawet rozpisany cały jej plan), to specjalnie dla Ciebie mam, za totalną darmoszkę moje 7 subiektywnych rzeczy, których nikt nie powie Ci przed narodzeniem dziecka. Myślę, że są to aspekty kluczowe. Nie odwodzę Cię w ten sposób od posiadania dziecka, tylko uświadamiam, dzielę się mądrością matki dwójki dzieci i przygotowuję, jak dobra przyjaciółka, na to co przed Tobą. Oto te rzeczy:

1. Szpitalna rzeczywistość czyli „to pani jest matką”

Matka podobno wie, co dla jej dziecka najlepsze. Zgoda, ale niekoniecznie w pierwszych minutach i dniach życia tego dziecka. Nikt Ci nie powie, że na początku w ogóle możesz swojego dziecka nie rozumieć. Ono będzie mówić i to mówić głośno, a w zasadzie – drzeć się. Ale Ty niewiele z tego możesz rozumieć. A gdy oczekujesz porady i wsparcia ze strony doświadczonych położnych, to przygotuj się, że nie raz możesz usłyszeć „to pani jest matką”. A zatem, to Ty powinnaś wszystko wiedzieć i rozumieć każdy krzyk dziecka. Często spotykam się z takimi wspomnieniami mam z oddziałów położniczych. Wspominają, że towarzyszy im poczucie osamotnienia, bo czują się zagubione, a personel szpitala jakby dopadała znieczulica. Okej, nikt za nas nie wychowa dziecka, ale może przynajmniej pomóc przejść przez niepewności na początku. Jak to się kończy? Nierzadko falą hejtu na dany szpital, co jest akurat krzywdzące w stosunku do miłej części szpitalnej załogi.

2.  Już nie jesteś księżniczką

Mój były szef udzielił mi dobrej rady kiedy byłam w pierwszej ciąży: „Korzystaj z życia bo teraz jesteś księżniczką. Ale tylko do dnia porodu. Od tamtej pory to już nigdy nie będzie o tobie!” Jak dobrze, że do serca wzięłam sobie słowa mojego „dyro”. A więc bądź księżniczką – proś o podanie wody, każ się nosić na rękach (chyba, że waga wskazuje niechlubne 100kg, wtedy oszczędź swojego partnera), każ sobie wiązać buty i przynosić ciasteczka pod nos. Słowem – korzystaj z tego, że cała energia i atencja innych jest skupiona na Tobie (nawet, jeśli skupiona jest tylko przez pryzmat mieszkańca Twojego brzucha). W dniu porodu dzieje się pewna magia i nie mam tu na myśli wyłącznie cudu narodzin nowego życia. Chodzi o to, że wszyscy momentalnie zapominają o tym, że Ty jesteś księżniczką. Oczekują, że niewyspana i styrana po porodzie, z uśmiechem na ustach będziesz radośnie karmić potomka, znosząc w kółko te same pytania: ” Masz pokarm?”, „A długo doi?” (to ostatnie jest co najmniej obraźliwe dla młodych mam – nie jesteśmy krowami, by nas doić!!!)

Moja przyjaciółka, Emilia zwróciła też uwagę na zmianę w postawie członków rodziny. Zamiast pytać o Ciebie, Twoje zdrowie, które przecież nadszarpnęła ciąża i poród, wszyscy skupiają się na maluchu. Ok, jest to zrozumiałe, ale na litość Boską, drobne pytanie w stylu: „Jak sobie radzisz?, Czy w czymś Ci pomóc?” nie zaszkodzi!

3. Poradniki – sroradniki!

Kiedy będąc w ciąży czytasz poradnik na przykład Tracy Hogg, wszystko wydaje się takie proste. Jak jej Prosty Plan. Karmienie co 3 godziny i 2-godzinne drzemki, przeplatane Twoim odpoczynkiem. Bajka, prawda? Nikt Ci tego nie powie, kiedy jesteś w ciąży, ale niestety nie zawsze będziesz bohaterką tej bajki. Czasem może obrócić się w koszmar, kiedy: albo coś nie tak z karmieniem, albo dziecko ma refluks lub kolkę, albo nie wysypiasz się w nocy i w ciągu dnia po prostu cały czas byś spała, albo na przykład trafisz na Marudę i będziesz musiała cały czas ją pocieszać zamiast relaksować się z kawką na tarasie. Dlatego porady z książek przyjmuj z dystansem. Warto przygotować się psychicznie na to, że dziecko może oznaczać, przynajmniej na początku, chaos w Twoim pięknie wymyślonym świecie macierzyństwa.

4. Forma... Wysiłek ponad normę

Wyobrażenia o smukłej sylwetce i idealnej formie muszą zostać odłożone na później. Warto mieć tego świadomość. Oczywiście, w większości przypadków, po naturalnym porodzie, możesz wrócić do ćwiczeń. Jednak, życie pokazuje, że czasem jest z tym tak, jak z radami z książek – albo nie masz czasu, albo sił, albo dziecko jest zbyt wymagające, albo mąż ma zbyt dużo na głowie….albo miliony jeszcze innych rzeczy. Czasem po prostu trzeba się pogodzić z faktem, że powrót do formy zajmie trochę czasu, a ulubione dżinsy poleżą jeszcze trochę w szafie zanim wciśniesz je na siebie. Ale jeśli już mowa o wysiłku, to ten także może być spory po porodzie. Początkowe tygodnie mogą Cię przytłoczyć. Nieustanne karmienia, przeplatane krótkimi okresami snu i niezliczonymi minutami spędzonymi na przebieraniu pieluch dają nieraz w kość. Jeśli do tego dojdzie swoista monotonia dnia i obowiązków domowych, to możesz poczuć się naprawdę wykończona. Ale wiesz co? To minie i to szybciej niż byś się spodziewała. I to jest akurat nieliczny „good news”.

5. Baby-life balance czy balansowanie na granicy

Jest butelka, jest wolność – czy tak? Nikt Ci nie powie tego, że nie zawsze można ot tak, wyjść z domu i zająć się swoimi sprawami. Oczywiście, ufam, że większość partnerów moich czytelniczek bez problemu zostaje w domu z dziećmi. Przecież są równoprawnymi rodzicami, a problem karmienia rozwiązuje wspomniana butelka z mlekiem. Zakładam jednak, może pesymistycznie (jak nie ja), że część panów ma problem z tym, że świeżo upieczona matka ich dzieci ma ochotę zrobić coś dla siebie i gdzieś wyskoczyć. Paniom w takiej sytuacji polecam szczerą rozmowę z określeniem swoich potrzeb oraz lekturę wywiadu z Iloną i Olą, o tym, jak odrobina egoizmu jest ważna nie tylko dla matki, ale i dla dziecka. Brak zdrowego balansu między życiem prywatnym, a byciem rodzicem to jedno z największych przewinień szczególnie młodych mam. To błąd jeśli nie poświęcamy sobie co najmniej część uwagi, jaką obdarzamy nasze dzieci. Zrozummy, że dla zdrowia psychiki, dla dobrego samopoczucia czy wreszcie dla dobra relacji damsko-męskich MUSIMY znajdywać czas dla siebie! Ale tego nikt Ci nie powie jak jesteś w ciąży…

6. Idealny świat kontra praktyczne podejście

Wiele z nas wymarzyło sobie macierzyństwo jak z katalogu – pięknie zaprojektowany pokój z kołyską, w pastelowych barwach, tona pluszaków, którymi radośnie bawi się Pociecha, modne ubranka polskich projektantów z falbankami dla dziewczynek i fajnymi kamizelkami czy muszkami dla chłopców. Widzisz już to, prawda? Okazuje się, że to, co modne nie zawsze idzie w parze z praktycznością. Za to matki są mistrzyniami praktycznych rozwiązań. Jeśli ich wyobrażenia o zdrowej diecie z eko warzywami na czele biorą w łeb, to (podobnie jak ja) chętnie sięgają po „starą dobrą”, polską bułkę, którą zamiast marchewki dają dziecku na przegryzkę na spacerze. Ot, taki lajf – chciałoby się powiedzieć. Bo prawda jest taka, że to naprawdę nie ma znaczenia, czy Twoja pociecha ubiera się u  Wolińskiego  czy innej Prady i czy masz pastelową kołyskę. W momencie, kiedy trzeba nieraz funkcjonować jak sprawne przedsiębiorstwo, w cenie są czas i energooszczędne rozwiązania oraz jeszcze raz czas i bezproblemowość. Pocieszę cię, że takie macierzyństwo też jest fajne. Serio!

7. Zakochane gołąbki…Zarobione mrówki

Jak fajnie byłoby powiedzieć, że dziecko (albo dwoje) nic nie zmienia w związku. Pisałam o tym niedawno we wpisie o miłości po narodzinach dziecka. I powtórzę to z całą mocą, że miłość przy dziecku się zmienia. Okej, dojrzewa na pewno i zazwyczaj pewnie pogłębia się (jeśli tych dwoje nie robi sobie dziecka by uratować związek). Ale też miłość staje się bardziej wymagająca, bo Wy jesteście zwyczajnie bardziej zmęczeni. Może to truizm, ale mało kto o tym mówi, kiedy jesteś w ciąży. A już z pewnością nikt nie przygotuje Cię na te zmiany.

Dlatego podpowiadam – przygotuj całe pokłady swojej cierpliwości, dorzuć worek chęci do kompromisu i weź sobą w tę podróż po macierzyństwie plecak pozytywnego myślenia, bo ta podróż to jazda bez trzymanki. To, akurat, każdy Ci powie kiedy jesteś w ciąży 😉

Powodzenia!

x x

  • Basia

    Bardzo trafne 😀 Przypomniałam sobie te wszystkie swoje oczekiwania i potem rzeczywistość. A każde dziecko jest inne i przy każdym trzeba się na nowo dostosowywać. Piszę to z perspektywy doświadczenia z 4 dzieci 🙂 Też obiecywałam sobie solennie: do 3. roku życia żadnych słodyczy, same warzywa etc 😀 Z czasem rodzice uczą się, że najważniejsze jest chłonięcie tego czasu z dzieckiem a nie zabieganie np. przy kolejnej porcji osobiście gotowanej zupki, bo przecież korzystanie z gotowych słoiczków to zbrodnia. Czasami trzeba sobie odpuścić. Bo czas z dzieckiem tak szybko ucieka… Pozdrawiam!!

    • Marta Andreasik

      Basiu, cieszę się, że artykuł Ci się podobał. To prawda, nie ma co się spinać, tylko korzystać z życia. Samych cudownych chwil Wam życzę!

  • Pingback: Rodzicielstwo+ - Mama subiektywnie()