Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

[wywiad] Lidia Piechota: Macierzyństwo to sport extremalny!

Powiedzieć o niej, że ma dużo energii, to jak nie powiedzieć nic. 20 września startuje nowy program w TVN style z jej udziałem. Lidia piechota Jest prezenterką TV, blogerką, vlogerką. Extremamą. Mamą extremalnie kochającą swojego synka, Zaca, extremalnie otwartą na świat i ludzi. musiałam z nią porozmawiać. extremalnie zaraziła mnie swoją pozytywną energią!

M: Czego możemy się spodziewać po najnowszym programie z Twoim udziałem – „Beauty Expert”. Jego start zaplanowano na 20 września (środa) w TVN Style.

L: Współpracuję z telewizją już 13 lat ale „Beauty Expert” to totalne wyjście z mojej strefy komfortu. Nie jestem ekspertem znającym się na wszystkich urodowych gadżetach i kosmetykach, ale w programie będę je testować na sobie. To będzie rzetelne i wiarygodne.

Zobacz Zwiastun „Beauty Expert” TVN Style

 M: Czy to znaczy, że porzucisz sportowy styl, przejdziesz metamorfozę i staniesz się „glam”?

L: To jest niemożliwe. W programie mam być „dziewczyną z sąsiedztwa”, ale jednocześnie grzechem byłoby nie skorzystać z moich naturalnych atutów, jak wąskie kostki, szczupła talia czy łabędzia szyja [śmiech]. Tak przynajmniej okazuje się, patrząc na moje stylizacje do tego programu.

 

Lidia Piechota i jej syn ,Zachariasz (fot. Daniel Petryczkiewicz)

M: Po drodze Ci z tymi kosmetykami i gadżetami?

L: Pracując 13 lat w telewizji, potrafię mówić praktycznie na każdy temat. Może oprócz polityki [śmiech]. Zauważyłam, że im mniej się na czymś znam, tym lepiej jestem przygotowana. Najlepszą rozmową jaką przeprowadziłam w życiu, to była rozmowa na żywo o samochodach i wymianie opon. A nie miałam o tym zielonego pojęcia. Nie jestem też ekspertem od kosmetyków i urodowych gadżetów. Ale nie boję się, że wypadnę nieprofesjonalnie. To taka gra kontrastów: z jednej strony najchętniej malowałabym się w pośpiechu z pomocą samochodowego lusterka, z drugiej bywa, że spędzam 2 godziny w charakteryzatorni na przygotowaniach do nagrań. Która matka ma tyle czasu na cokolwiek? „Beauty Expert” to będzie program dwóch dziewczyn, które się lubią [Ula Chincz jest współprowadzącą]. To  będzie program dla każdego, nawet dla mężczyzn. Przecież każdy z nich chce sprawić przyjemność swojej kobiecie. Będzie to program zarówno dla mamy, jak i „strojnisi”, dla kobiet takich jak ty czy ja. Postawimy na praktyczne wskazówki.

 M: Czekam z niecierpliwością!

L: To będzie dobra, bardzo stylowa jesień.

 M: Będziesz podpowiadać, jak łączyć te urodowe tematy z wychowywaniem dziecka? Ty ze swoim dzieckiem robisz niemal wszystko. Jesteś prawdziwą extremamą. Dziecko faktycznie nigdy Cię nie ograniczało?

L: Nigdy! Ja nie wiem jak to jest, kiedy dziecko „ciągnie w dół”. Jest mi to kompletnie obce. Dopiero, kiedy dostaję informacje od moich czytelników i widzów, orientuję się, że to wcale nie jest takie powszechne. Myślę, że w moim przypadku wynika to z faktu, że zawsze miałam przy sobie przyjaciół i nigdy nie czułam się samotna. Nawet, kiedy urodziłam Zachariasza, a nie byłam z jego tatą od 3. miesiąca ciąży. Pewnie miałam jakieś doły, bo kto by ich nie miał, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że teraz wszystko się kończy. Wręcz przeciwnie! Biorę dziecko pod pachę i idę wszędzie dlatego, że mam ochotę, że nie ma w tym nic złego. Zanim zostałam mamą, wydawało mi się, że nie chcę już jeździć i podróżować, a wszystkie moje programy wiązały się z podróżami, z nieustanną zmianą miejsca, także zamieszkania. Kiedy pojawił się na świecie Zachariasz, zorientowałam się, że jednak tak jest nam lepiej.

Zac  (fot. Gosia Presch)

M: Że to jest dla Ciebie naturalne…

L: …i, że podoba mi się takie życie. Teraz wręcz jest mi źle, kiedy przez pewien czas nigdzie nie wyjeżdżamy. Jeśli ja nie tworzę oczu mojego dziecka na kolorowy świat a on nie nauczy się ufać innym, to nikt tego za mnie nie zrobi. Dlatego razem poznajemy świat. Mając małe dziecko, zaczyna się dostrzegać piękno przyziemnych rzeczy i ich fenomen. A siła zawsze była we mnie. Kiedy zostałam „samodzielną mamą”, przekuwanie słabości w siłę stało się jakością samą w sobie a nie czymś strasznym. Przyznaję, zostając rodzicem, musimy uczyć się odpuszczać pewne sprawy. Okazuje się, że nie ma się już całego dnia by poszaleć w wakeparku. Bardziej liczy się jednak wspólnie spędzony czas. Macierzyństwo stało się moim sportem extremalnym.

 M: Według Ciebie ruch i sport są ważne w życiu dziecka?

L: Myślę, że każde dziecko ma w sobie potencjał i jakiś talent, a każdy jest stworzony do jakiejś aktywności fizycznej. W przypadku dzieci liczą się różnorodne formy sportowe, aby młode ciało rozwijało się równomiernie. Dlatego cały dzień na snowboardzie odpada. Za to 10-15 minut tak, potem bieganie, pływanie albo zwykłe skakanie czy wygłupianie się w formie zapasów. To gwarantuje całościowy rozwój dla dziecka i powoduje, że kiedy w przyszłości wybierze którąś z tych aktywności, to jego ciało będzie na nią gotowe. Im bardziej jestem extremamą, tym bardziej stanowczo twierdzę, że liczy się umiar.

M: Ekstremalność kontrolowana?

L: Pewien umiar. Extremalnie kocham swoje dziecko i macierzyństwo jest sportem  extremalnym, tak samo jak dzieciństwo. Zachariasz ma 5 lat i doskonale widzę to, że dzięki aktywności i ruchowi oraz temu, że uczy się kontrolować swoje ciało, doskonale rozwija się mózg takiego małego dziecka. Są nawet na to jakieś badania. Ja nie wyobrażam sobie życia bez aktywności fizycznej. Pewnie jestem uzależniona od endorfin sportowych [śmiech]. Jeśli nie mogę jej wykonywać to jest mi zwyczajnie smutno. A Zac uwielbia biegać, ja wolę rolki albo deskorolkę.

Lidia i Zac (fot. Karolina Petryczkiewicz)

M: Pamiętam Twój materiał o hejcie rodziców. Czy faktycznie jako rodzice niszczymy innych negatywną energią? Jak sobie z tym radzić?

L: Brzydzę się tym toksycznym klimatem bo zupełnie tego nie rozumiem. Wydaje mi się, że to się bierze z zazdrości i frustracji. Zwykle dotyka ona mamy. Wszystko zaczęło się kiedy masowo, jako społeczeństwo zaczęliśmy wrzucać mnóstwo pięknych zdjęć do Internetu. Niektóre mamy zaczęły się zastanawiać: „Dlaczego ona tak dobrze czuje się ze swoim dzieckiem?”, „Dlaczego chce z nim spędzać cały czas i tak dobrze to sprzedaje na Instagramie, a ja jestem zmęczona i wkurzona?” Ja blokuję każdy tego typu hejt na mojej stronie czy profilu. Mój blog to mój dom i nie wpuszczam do niego żadnych toksyn. Myślę, że po „Beauty Expert” może pojawić się jakiś hejt pod moim adresem, bo tego nie da się uniknąć. Pojawił się kiedy pracowałam w TVP Olszyn, a co dopiero teraz? [śmiech] Pamiętam, że to bolało.

M: Ale pewnie teraz by Cię nie zabolało?

L: Myślę, że mimo wszystko by zabolało. Boli mnie brak zrozumienia. Uważam, że to jest nie fair, bo ja nikomu nie robię krzywdy, wręcz przeciwnie – zawsze mam serce na dłoni. Moja przyjaciółka, Gosia, mówi, że jestem tak serdecznym człowiekiem, że to jest aż nienormalne, że tak nie wolno. Niemniej jednak, mam nadzieję, że skoro coraz częściej się o tym rozmawia, a rodzice mogą czerpać dobrą motywację z wielu rzeczy wokół to, że to będzie znikało.

M: Co zatem proponujesz?

L: Jedynym lekarstwem na wszelkie toksyczne klimaty jest szeroki uśmiech. Trzeba strzepnąć z ramienia kurz i po prostu iść dalej swoją drogą. Trzeba dbać o to, co dla nas ważne. Bardzo mocno wierzę w to, że dobro kiedyś wraca. Prędzej czy później. Widzę to po swoim dziecku. Odkryłam też, że trzeba się nauczyć oddychać. To prosta metoda na medytację.

M: Nie umiem się tak skupić!

L: Nie musisz się skupiać! Skoncentruj się tylko na oddechu. Okazuje się, że jak weźmiesz sobie 10 oddechów to zresetujesz mózg, a to jest przecież najtrudniejsze. Nie stresuj się tym, że myśli przychodzą do twojej głowy. Bierz głęboki oddech, potem zrób wydech i to już wystarczy. Ta metoda działa też na dzieciaki. Za każdym razem, kiedy Zac jest przeziębiony czy nie może spać, to kładę się obok niego i skupiam na oddechu. A on przejmuje ten oddech. Dlatego tak fajne jest spanie z dzieckiem.

Mama  Lidia i synek Zac (fot. Daniel Petryczkiewicz)

M: Wakacje już za nami. Jakie są Twoje idealne wakacje z dzieckiem?

L: Każdy powinien robić to na co ma ochotę: na nic nierobienie albo skakanie na trampolinie. Ja potrzebuję ruchu. Więc jadę do Łejkówki [wakepark w Nowym Mieście Nad Pilicą]. Tu każdy może robić to na co ma ochotę. Zachęcam by znaleźć takie swoje miejsca. Dla mnie wakeboard to sport, na którym musisz się skupić. A kiedy myśl wędruje do pracy, zepsutego samochodu czy upierdliwego sąsiada, to się przewracasz. To też forma medytacji. Moje idealne miejsce na wakacje to takie, w którym też jest dużo dzieci, bo Zac lubi z nimi przebywać. Najważniejsze to wypoczywać w stylu SLOW LIFE.

 M: Slowlife i extremama?

L: Slowlife w dbałości o potrzebę drugiego człowieka: kiedy wszystkie bliskie Ci istoty są wokół i czują się spełnione i zaopiekowanie, a ty czujesz się szczęśliwa. Prawdziwe slowlife to obecnie extremalnie trudna rzecz.

 M: Bo chcemy szybko zwolnić.

L: A w tej filozofii chodzi o to by umieć odpuścić i cieszyć się pozornie małymi rzeczami.

 M: Ale Ty robisz tyle rzeczy dookoła! Ja zatem zapisuję się z Tymkiem do Ciebie i Zaca na Łejkówkę!

L: Planuję wyjazd dla mam z dziećmi – Mama Camp. Na takich imprezach zapewniam mamom trochę extremalnego sportu, ale daję też alternatywne aktywności. Na Mama Camp będziemy pielęgnować swoje pasje, spędzać czas z dziećmi i dbać o swoją kobiecość.

 M: Super! Piszemy się! Dziękuję za rozmowę