Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Dlaczego dziecko nie może zasnąć? I jak temu zaradzić?

Kiedy rozmawiam z rodzicami, których dzieci nie mogą zasnąć czy nie przesypiają nocy, nie uważam, że wina leży po ich stronie. Uważam, że zbyt często, my rodzice sami obwiniamy się za swoje błędy, będąc jednocześnie pod nieustannym obstrzałem społeczeństwa. Skąd niby mamy wiedzieć, dlaczego nasze dzieci nie śpią? Przecież z tą wiedzą ani się nie rodzimy sami, ani też nie chodziliśmy na zajęcia szkoły rodzicielstwa. Dlatego, kiedy dziecko nie może zasnąć – bardzo często zgadujemy. I szukamy podpowiedzi wszędzie – w Internecie, u przyjaciółki, której dziecko też nie śpi, w rozmowach ze swoimi rodzicami. Bywa nawet tak, że w ogóle nie szukamy odpowiedzi w naszych dzieciach.

A gdybyśmy tak, dla odmiany, odłożyli mądre książki na bok, zamknęli „internety” i skupili się na naszym konkretnym obiekcie badawczym? Co taka obserwacja dziecka mogłaby nam dać? Co ono samo mogłoby nam o swoim śnie powiedzieć? Może na przykład, że:

by zasnąć, potrzebuję rutyny i rytuałów

Przewidywalność dnia sprzyja zasypianiu dzieci. O tej prawidłowości rozmawiałam tutaj z Agnieszką Machnio, psycholożką. Rutyna, czyli konkretny, przewidywalny schemat dnia, to naturalna, pierwsza wskazówka dla dziecka, jak będzie wyglądać jego dzień. Nie chodzi tu jednak o kurczowe trzymanie się tych samych czynności w tych samych godzinach. Trudno wyobrazić sobie, że będziemy co chwilę zerkać na zegarek i realizować kolejne punkty planu dnia. Chodzi o wypracowanie takiego schematu dnia, który odpowiada wam i dziecku. To naturalne, że od rutyny będziecie chwilami odchodzić – chociażby w podróży czy w czasie choroby. Warto jednak do niej wracać, bo zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa i sprzyja wprowadzaniu rytuałów.

Rytuały, to zaś zestawy czynności, następujących po sobie zdarzeń, które budują określone skojarzenia. To tu tkwi ich siła i moc. Podobnie jak w przypadku rutyny, tak i tu warto skupić się na swoim dziecku, zamiast kopiować rytuały innych. Ku naszemu zdziwieniu może się okazać, że mały Jaś czy Hania wcale nie będą dobrze reagować na śpiewanie kołysanki , ale za to doskonale zrelaksuje je i przygotuje na drzemkę na przykład czytanie książki. Obawiam się, że bez metody prób i błędów się nie obędzie. Ale to dobrze! Odkrywanie potrzeb i preferencji swojego dziecka, choć początkowo męczące, pozwala budować dialog tam, gdzie tylko jedna strona umie mówić 😉

potrzebuję bliskości, czułości i bezpieczeństwa

Wkraczamy na teren nauki samodzielnego zasypiania, czasem nazywanej „treningiem snu”. Z założenia to działanie mające nauczyć dziecko samodzielności, samowyciszenia, samouspokojenia w okresie, który tak zwani eksperci nazywają nieraz najlepszym dla malucha – czyli nawet już około 3 miesiąca życia.  W praktyce jednak, trening snu okazuje się próbą „złamania dziecka” i jego naturalnej potrzeby bliskości z rodzicem w nadziei, że to właśnie pozwoli mu lepiej spać, a jednocześnie – zdejmie trochę obowiązków z rodziców. Dlatego też trening snu uważam za szkodliwy.

Inną historią jest jednak stopniowe pokazywanie dziecku, że samodzielne zasypianie i spanie jest dobre. W takim podejściu, dziecko traktujemy jak partnera – szanując jego potrzeby i pragnienia, zachęcamy, wspólnie odkrywamy nowe horyzonty, wzajemnie się wspieramy.

Zachęcam do tego, by do rodzicielstwa podchodzić praktycznie a nie idealistycznie. W nocy nie przestajemy nagle być rodzicami. O tak zwanym „nocnym rodzicielstwie” pięknie mówi Agnieszka Stein, uznana psycholog, w rozmowie ze mną. Kluczem do radosnego, spokojnego zasypiania dziecka jest zapewnienie mu poczucia bezpieczeństwa i bliskości, a nie odsuwanie go na siłę od siebie. Wiem, pewnie boicie się, że dziecko się przyzwyczai?  A może zechcecie spojrzeć na to trochę inaczej – kto z nas chciałby zasypiać w lęku przed samotnością, w pustym pokoju, gdzie nikt nie słucha naszych wołań?

Dlatego, warto pamiętać, że o ile faktycznie bliskość rodzica jest jednym z głównych skojarzeń dziecka ze snem, o tyle istnieją inne. I na te właśnie mamy wpływ – możemy je tworzyć, zmieniać, dodawać, stopniowo w przenośni (ale też i fizycznie) wycofując się z sypialni malucha.

komunikuję potrzebę snu – odczytuj moje sygnały

Coraz częściej stykam się z rodzicami, których dzieci nie mogą się wyciszyć przed snem. Czasem – nie jest im to dane, bo akurat tata wraca z pracy i chce się z nimi bawić, albo wszyscy domownicy są tak zajęci, że nie myślą nawet o położeniu malucha do łóżka. Tak zwane „przeciągnie” wydaje się być zmorą naszych czasów. Przecież, jest tyle wrażeń dookoła, tyle do zrobienia, tyle do przeżycia! W efekcie, maluchy często chodzą spać za późno. Rano zaś – nie mają możliwości odespać, bo znów świat wrażeń i zadań staje na pierwszym planie.

Między innymi o takim „przeciąganiu” dzieci mówiłam ostatnio w programie „Pytanie na śniadanie” w TVP:

KLIKNIJ: Pytanie na śniadanie – dlaczego dziecko nie może przespać nocy?

Ponownie, kluczem do sukcesu jest tutaj obserwacja własnego dziecka. O tym, że nie zawsze tarcie oczu oznacza idealny moment do zaśnięcia, przekonałam się przy swoim pierworodnym, Tymku. Taka oznaka zmęczenia (przyznajmy, dość popularna) oznaczała u niespełna rocznego Tymka moment skrajnego zmęczenia. Rezultat – brak możliwości zaśnięcia wywołany rozdrażnieniem i (paradoksalnie) pobudzeniem. Rozwiązanie? Namówieni przez kogoś, zaczęliśmy kłaść Tymka spać o godzinę wcześniej (czyli rytuał zaczynał się o 18 i kończył ok. 18.30). Ta zmiana spowodowała, że pierwsze ziewnięcie i potarcie oczu wypadało wtedy już w łóżku, a cały trick pozwolił skrócić czas zasypiania z półtorej godziny (!) do 15 minut (!!!).

Dlatego zachęcam, by obserwować swe pociechy i próbować różnych metod, wnioskując, które z nich działają na nasze konkretne dziecko.

Jest jeszcze inny argument za takim podejściem.  Studiując wyniki badań na temat snu dzieci i ich problemów z tymże, można dostać prawdziwego zawrotu głowy. Ileż tu sprzeczności, niejasności i braku jednoznacznych wskazówek dla zagubionych rodziców. Problem po części tkwi w tym, że każde dziecko jest inne i nie sposób wypracować jednej uniwersalnej metody, po wtóre zaś w tym, że badania przeprowadzane są z błędami lub na zbyt małą skalę.

Dlatego apeluję – zdrowy rozsądek, kochani Rodzice! I obserwacja własnego dziecka.

Dobrej nocy!

M