Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Jak to jest z dwójką dzieci? Wieczny stres czy luz blues?

Zauważyłam ostatnio, że moja „dwudzietność” wywołuje niemałe poruszenie wśród bliskich i znajomych. Kurcze, może powinnam była się mocniej zastanowić nad posiadaniem dwójki dzieci, zanim do tego doprowadziłam. Dlaczego? Ano dlatego, że w niektórych pytaniach  wybrzmiewa prawdziwa troska o mnie i mój podły los. Czy faktycznie jest aż tak źle z dwójką dzieci? Czy ich wychowywanie to wieczny stres? Czy to „radzenie sobie z dwójką dzieci” a nie po prostu „bycie z nimi”?

Cóż, nie oczekuj po mnie przepisu na wychowanie idealnej dwójki dzieci… bo dla mnie to wciąż świeża sytuacja i „co ja tam wiem!”. Ale mogę się podzielić z tobą przemyśleniami na temat tego, jak to jest kiedy na świecie pojawia się drugie dziecko i jak to wpływa na matkę. Przynajmniej, jak wpłynęło na mnie.

Jak to jest z dwójką dzieci?

2016-03-26 18.16.11
fot. Joanna Słyk

Bardziej Gruboskórna, mniej ematyczna, głucha

„Jesteś jakaś inna z Amelką” – sugeruje dumny mąż w jednej z ostatnich rozmów.  „Jak to?” – dopytuję autentycznie zaciekawiona tym odkryciem ukochanego. „No bo i odkurzacz włączysz i się tak nie przejmujesz jak zapłacze” – kwituje ślubny. No dobra, czyli stałam się jedną z tych matek, co jak w tym dowcipie, prosi psa by podał smoczek kolejnemu swemu dziecku. Czyli co? koniec wyparzania smoczków, biegania do potomka kiedy zakwili? Koniec przejmowania się? No, nie do końca. Oczywiście, że zachwyt nad Córeczką jest ogromny a serce jakby stawało się coraz większe, skłonne pomieścić jeszcze większe pokłady miłości. Ale mam też więcej doświadczenia. Wiem, co działa, co nie i kiedy. Dlatego najpierw obserwuję, słucham, patrzę i na chłodno analizuję. Wiem, kiedy wkroczyć do akcji, kiedy się przejąć a kiedy odpuścić. To naprawdę duża ulga. Już nie trzeba zgadywać, zastanawiać się w kółko. Obserwować i działać. Jak agent brytyjskiego wywiadu, James B.

jak fabryka czekoladek

Taka też jestem, ku mej uciesze. Kiedy przychodzi czas przestąpienia progu zakładu (jakaś 6.30 rano), zabieram się do roboty pełną parą. W ruch idzie linia produkcyjna „toaleta”, która już od rana u obojga dzieci produkuje „wiadomo co”… Kiedy to ogarnę, wrzucam prędko wszystkie składniki na linię „pożywienie”, by dalej biec uruchomić kolejne stacje, maszyny i narzędzia. Największe obroty moja fabryka „wychowanie dwójki dzieci” osiąga około 19, kiedy to zbliża się czas wielkiego dziennego finału. I kiedy zmęczona zamykam za sobą drzwi fabryki około 21, wiedząc, że praca tu nigdy się nie kończy, to wiem, że to prawdziwa fabryka przyjemności... A tego nic nie jest w stanie zastąpić!

sexi mama

No dobra, bez przesady, ale wiesz o co mi chodzi. To nie tylko zdrowe odżywianie, ćwiczenia w trakcie ciąży i dużo ruchu po porodzie. Ale przede wszystkim zmiana nastawienia. Właśnie dlatego, że jestem po 30-tce i żyję z dwójką dzieci, postanowiłam szybko wrócić do formy i jeszcze mocniej o siebie zadbać. W szafie pojawił się wymarzony kombinezon i dwie pary szpilek (gdzie ja w nich będę chodzić? na spacery po Wilanowie?).  Dbam też o rozwój społeczno-emocjonalny. A to koncert, a to spotkanie, a to wyjście z domu. Choć wciąż nie ma ich tyle co u mojej przyjaciółki i wzoru pewnej siebie mamy, Emilki, to jednak jestem już na lepszej drodze, niż w z pierwszym dzieckiem.

Przekonana o własnej zajefajności

Tak, jestem bardziej pewna siebie. Ale to nie tylko to. Zauważyłam, że jestem też dość kreatywna. Wychowanie dwójki dzieci (i to małych, dodajmy) odbieram jako wieczny test z kreatywności. Pisałam o tym w niedawnym poście.  Kiedy w jednej chwili musisz zapanować nad rozwrzeszczanym dwulatkiem, któremu akurat na dodatek chce się sisiu i nie chce ubrać tej koszulki, ani żadnej innej jaką ma, a drugim okiem już łypiesz na łóżeczko malucha, który akurat ma bolące bąki, to musisz być przekonana, że dasz radę to ogarnąć. W przeciwnym wypadku – albo po prostu zwariujesz, albo postanowisz wyjść i już nie wracać.

śpiąąąąąąca

Nie będę cię tu czarować. Mimo, że moje drugie dziecię zostało obdarzone dość dobrym snem (wiadomo, wszystko co najlepsze – to po mamie), to jednak matematyka jest nieubłagana. W tym pokrętnym równaniu, dodając do siebie: godziny spędzone na wtykaniu smoka Młodej kiedy ma nocne bąki oraz minuty poświęcone na uspokajanie wybudzonego przez koszmar dwulatka, otrzymujemy …..zawsze liczbę ujemną. Niestety dotyczy ona liczby godzin twojego snu. Ale mogło być gorzej, nie? 😉

Bogatsza

Wiem, wiem, niektórzy od razu pomyśleli „bo ma 500 plus”. Hola, hola – na razie żadnej kasy nie dostałam bo zrobiłam błąd we wniosku (o losie!). Chodzi mi o bycie bogatszym duchowo, wewnętrznie. Może to banał, ale czym byłby świat bez nich? Życie z dwójką dzieci naprawdę wzbogaca. Jak widzisz, zmienia jeszcze więcej w naszych życiach, zabiera więcej czasu i snu ale dodaje niesamowicie dużo w zamian – podwójną ilość uśmiechu, szczęścia i miłości. 🙂 I tym samym z „podróży za nie-jeden uśmiech”, jak w moim ebooku, robi się „podróż za milion uśmiechów”.

A ciebie jak zmieniło drugie dziecko?