Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

Czego nie dała mi moja mama? I dobrze, że tak zrobiła!

W Dzień Matki będziemy wrzucać na fejsa podziękowania dla naszych Rodzicielek. Będziemy pisać jak to wiele Mamom zawdzięczamy, ile dostałyśmy przez te lata ich rodzicielskich trudów. Ale czy zastanawiałaś się kiedyś, że równie ważne jak to, co dostałyśmy od naszych Matek jest to, czego one nam nie dały?

„A niby dlaczego miałabym o tym myśleć?” – powiesz.  „Ano dlatego, że uważam, że naszą matczyną rolę spełniamy właśnie wtedy, kiedy usuwamy się z drogi naszych dzieci.” – odpowiem. W to właśnie głęboko wierzę. Właśnie wtedy, kiedy masz ochotę kolejny raz rzucić wszystko natychmiast i lecieć „na pomoc” swojemu potomkowi w chwili gdy upada, pomyśl, co tak naprawdę mu wtedy dajesz? Troskę? Poczucie bezpieczeństwa? Zgoda, na pewno tak. Ale również odbierasz mu przy tym dużo więcej – poczucie własnej wartości, możliwość testowania i wytyczania swoich granic, okazję do próbowania.

Jest taka piękna scena w filmie „Ray”, który poruszył mnie jak żaden inny w ostatnim czasie mnie, gdy mały Ray Charles Robinson traci wzrok. Zobacz koniecznie ten klip i zwróć uwagę, jak jego matka przekazuje mu tę informację (około 1 minuty klipu). Matka nie pozostawia złudzeń chłopcu, mówiąc, że życie nie będzie dla niego łaskawe i musi się nauczyć brać odpowiedzialność za siebie. Choć serce matki pęka z żalu za własne chore dziecko, postanawia nauczyć go jak być w życiu samodzielnym, pewnym siebie. Jak o siebie zadbać.

Ok, nie twierdzę, że przełożysz tę scenę w 100% na swoje życie. Tak, trzeba pilnować dzieci (o czym też można się przekonać z filmu „Ray”). Ale trzeba im też dawać przestrzeń, okazję do odkrywania własnej drogi w życiu. Dlatego twierdzę, że najlepszy dar jaki możemy dać swojemu dziecku, to miłość, która każe nam stać w jego pobliżu. Obserwować, być czujnym, ale nie dawać wszystkiego, nie podsuwać pod nos, nie rozwiązywać wszystkich problemów za nie.

I tak jest z moją mamą.

Czego, więc mi nie dała moja mama przez te wszystkie lata? I dlaczego jestem za to wdzięczna?

Samych cukierkowych chwil

Życie mamę nigdy nie rozpieszczało. Bywało tak ciężko, że tylko zaciemniony pokój i poduszka, w którą się wtulała potrafiły przynieść ukojenie jej nerwów. Bywało też tak, że wydawało się jej, że nic dobrego już jej w życiu nie spotka. Zresztą, co ja mogę wiedzieć o takim poziomie stresu, bólu i tylu życiowych zawodach, których doświadczyła. Ale czy się poddała? Nigdy! A czy próbowała to wszystko ukryć, pozwolić mnie i bratu żyć w bańce mydlanej naszych dziecięcych wyobrażeń? Też nie! Była i jest zawsze kobietą z krwi i kości. Nie dała mi nigdy odczuć, że człowiek jest ze stali. Swoim przykładem udowadniała, że jesteśmy tylko i aż tak silni, na ile sobie pozwolimy. I na ile się odważymy. W tych chwilach, nigdy nie dała mi też pomyśleć, że mogę oczekiwać od życia więcej niż od siebie.

powodów do samozachwytu

Tak, zawsze była wymagająca. Wiadomo – nauczycielka. Nigdy nie czułam się przy mamie zajebista. Dobra – tak, może nawet więcej niż to. Ale zawsze pokazywała, że warto się starać. Bo mogę więcej niż to, co zrobiłam (i nie myślę tu tylko o wypracowaniu z polaka, który naturalnie był jej konikiem). To też nie tak, że czułam, jakbym nigdy nie mogła spełnić jej oczekiwań. Nie. Po prostu – zawsze tam gdzieś, w pobliżu, było niewypowiedziane pytanie – „czy to jest już wszystko na co mnie stać?”. A zazwyczaj, przy odrobinie wysiłku, okazywało się, że jest tego sporo więcej 🙂

ultimatum

Od zawsze stawiałam na swoim. Marta uparta, zodiakalny baran – tłumacz to czym chcesz. Ale mama nigdy nie dała mi stanowczego ultimatum na jakąkolwiek z moich fanaberii. Wyjazd na studia do Anglii bez kasy i ustalonego miejsca do spania? Proszę bardzo! Ale…. wiem, czym to okupiła. Dopiero teraz, będąc matką, potrafię sobie wyobrazić poziom stresu, który musiała w sobie tłumić. Owszem, były nieśmiałe pytania w stylu „A jak ty sobie tam poradzisz?”. Nie było jednak emocjonalnego szantażu czy wymuszeń w stylu „jeśli mnie kochasz, to nie pojedziesz!” Także wtedy, kiedy postanowiliśmy zostać z Mario (wtedy chłopak, teraz mąż) w Anglii przez kolejny rok. Nie było marudzenia, narzekania, nie było nawoływania do powrotu.
Ja bym tak nie potrafiła! Moje dzieci zostaną ze mną na zawsze. Koniec. Kropka!

poczucia, że ją zawiodłam

Nigdy, przenigdy! Nawet wtedy, gdy postanowiłam nie iść za jej radą i niespełnionym marzeniem o moim ślubie z synem jej młodzieńczej miłostki 🙂 Myślę, że nawet wtedy, kiedy nie zgadzała się z moimi wyborami i decyzjami, nie dawała po sobie tego poznać. Przynajmniej, ja to tak pamiętam.

poczucia, że wie wszystko najlepiej (a ja się na życiu nie znam)

To najcenniejszy, moim zdaniem, dar mojej matki. Doceniam to zwłaszcza teraz, kiedy sama jestem mamą. Czy choć raz usłyszałam „nie rób tego tak, tylko zrób inaczej” albo „powinnaś zrobić to i to, bo tak się robiło w moich czasach” ? Nigdy! OK, może nie ogarnia tego, dlaczego trzymam się Łatwego Planu Tracy Hogg jak jakiejś Biblii, a może nawet nie wie, dlaczego spowijam dziecko w woombie. Ale dla mnie najważniejsze jest to, że akceptuje mnie i moje wybory. I się nie wymądrza. Bo tak najłatwiej – najlepiej zamknąć drzwi do dyskusji stwierdzeniem „bo kiedyś to się inaczej robiło”. Jakie to szczęście, że moja mama mi tego nie robi. Uff!

jasnej granicy między tym, „co wolno wojewodzie, TO NIE tobie, kasztelanie.”

Pomimo tego, że zawsze to powtarzała. Od kiedy pamiętam, były rzeczy, których kasztelanowi (wymiennie ze „smrodem”) robić było nie wolno. O ile w dzieciństwie mama dała mi mnóstwo daru w postaci stawiania granic (cha cha) o tyle od czasu kiedy zaczęłam już więcej kumać życie, tych granic już nie stawia. To dlatego mamy wyjątkową, partnerską wręcz więź. Wiesz, nawet sama Rodzicielka jest występowaniem tej więzi wciąż oszołomiona. Podkreśla (z dumą), że to niespotykane, by matka i córka tak dobrze się rozumiały. Nie ma tematu, którego nie możemy razem poruszyć. Nie ma kłamstwa, zatajania części informacji. Nie ma obłudy czy hipokryzji.

…I taką właśnie MAMĄ chcę być!