Mama subiektywnie

o urokach macierzyństwa

Co piszczy w…głowie? [WYWIAD]

Coaching kariery, Neurofitness czy Pole Dance brzmią jak atrakcje jak najbardziej „dorosłe”.  MBA też wydaje się znanym skrótem, wszak nastał prawdziwy złoty wiek dla studiów MBA. Ale nic bardziej mylnego. Mini Brain Academy – bo tak należy rozwinąć powyższy skrót – to zupełnie nowy koncept. Szkoła dla dzieci. Ale inna niż wszystkie. Taka, która uczy umiejętności miękkich, stawia na inteligencję emocjonalną i komunikację. Bajer dla znudzonych dzieci jeszcze bardziej znudzonych rodziców? Kwiatek do kożucha? A może szkoła szyta na miarę naszych wymagających czasów?

Postanowiłam go zbadać. I nie ukrywam –  od początku byłam dosyć sceptyczna. Mam wrażenie, że żyjemy w czasach przepychu i przesytu. Obawiam się, czy nasze dzieci mają jeszcze czas na nieskrępowaną zabawę i całe to radosne, bezstresowe dzieciństwo.

Do rozmowy na temat polskiego (kulejącego?) systemu edukacji, rozwoju dzieci oraz zabawy zaprosiłam Anię Szubert, współzałożycielkę Mini Brain Academy z Rzeszowa, coacha i bizneswoman.

Mama Subiektywnie: Jakie gry i zabawy wspominasz najlepiej z własnego dzieciństwa?

Ania Szubert: Najlepiej wspominam jazdę na rowerach w kółko, udając, że rower to wyścigówka lub koń 🙂 komendy, efekty dźwiękowe i cały gang rowerowy w każdej wolnej chwili. Dorzucę do tego grę „w gumę” . Razem z tym rowerowym gangiem budowaliśmy „bazy” pod balkonami z różnych, na te czasy bardzo cennych, gadżetów jak np. kartony, stare koce, poduszki, a nawet tak banalna rzez jak widelec, który spełniał liczne funkcje. Zawsze powstawało coś z niczego. Zabawy w sklep na zjeżdżalniach, gdzie pieniędzmi były liście, a nawet w zależności od wielkości, rozróżnialiśmy ich wartość. Najśmieszniejsze, że całe popołudnia spędzaliśmy na ustalaniu zasad, budowaniu, a potem nie było już czasu na zabawę 🙂 i trzeba było wracać do domu. Ach to były czasy, ta naturalna kreatywność, która tylko czekała by się ujawnić. Głowy pełne pomysłów wykorzystywane przy każdej nadarzającej się okazji. Akcja – reakcja, życie w biegu, ale nie takim jak dzisiaj, a na zasadach pomysłów i dopasowaniu się do warunków „na poczekaniu”.

Porównując zabawy z mojego dzieciństwa do tych w dzisiejszych czasach, nadal twierdzę, że dzieci mają tę kreatywność tylko skutecznie jest ona blokowana poprzez liczne rozwiązania, rzekomo ułatwiające dzieciom życie.

neurosensoryka

Neuroplastyka czyli pobudzanie zmysłów

           DSCF5472

Co takiego złego jest w polskiej edukacji, że nasze dzieci potrzebują dodatkowych zajęć?

Optymalizacja… Standardy, których nie unikniemy przy masowym nauczaniu. Szkoła nie jest zła, a nieprzygotowana. Gdyby nie było tych wszystkich wytycznych podejrzewam, że ciężko byłoby nauczać w zatłoczonych klasach. Nie mi oceniać co jest nie tak z Polską Edukacją. Sama ją ukończyłam jak i wielu moich przyjaciół, znajomych i jakoś żyjemy, mamy się dobrze. Podejrzewam, że gdybym korzystała z wielu zajęć dodatkowych to wzięłabym udział w tym tak zwanym „wyścigu szczurów” dążąc do „wymarzonej” pracy etatowej i nie byłabym tu gdzie jestem…

Dodatkowe zajęcia często nie są dla dzieci, a dla rodziców.

To rodzice zwykle realizują swoje chore ambicje, a potem słyszę jak się przechwalają jak to „moje dziecko to i tamto”. Na moich zajęciach dzieci nawet nie wiedzą, że się uczą, myślą, że to tylko zabawa. Rodzice czasami mają wrażenie, że faktycznie  my się tam tylko bawimy i obijamy, ale tak nie jest. Zauważyłam, że dzieci im więcej zajęć dodatkowych mają, tym trudniej im zaakceptować fakt „luzu” na zajęciach w MBA i tym trudniej podjąć wyzwania przy zajęciach wymagających samodzielnej pracy czy włączenia kreatywności. Wracając jeszcze do szkoły, faktycznie jest jedna „zła” rzecz w systemie… gdy dziecko jest świetne np. z matmy, a ma dwóję z polskiego to wysyła się go na korepetycje z… polskiego, zamiast poszerzać wiedzę z tego, w czym jest dobre. Nie oceny są ważne, nie rodzaj ukończonej szkoły,  bo w dzisiejszych czasach wszyscy mają „mgr”, „inż.” a nawet „dr” i co z tego? skoro może mieć to każdy? Wracamy do czasów, gdzie fach w ręce się liczy, a nie tytuły na papierze.

Zauważyłam, że panuje taki trend wśród młodych rodziców by od najmłodszych lat edukować dzieci, rozwijać ich potencjał. Nie masz wrażenia, że czasem za mocno podkręcamy śrubę naszym dzieciom? Kiedyś one po prostu się bawiły, a teraz każda zabawa musi być edukacyjna. Czy faktycznie to niezbędne dla ich dorosłego życia?

Można by stwierdzić, że „takie mamy czasy”, świat idzie do przodu. Fakt, że nie ma teraz zabawek „nie” edukacyjnych. Już pierwsze zabawki w życiu dziecka są interaktywne i edukacyjne, co od razu wbija je w wir „wyścigu szczurów”. Współcześnie dziecko, które nie chodzi na zajęcia dodatkowe jest dziwne i inne. Z pewnością w dobie internetu, zajęcia dodatkowe pozwalają na kształtowanie zachowań społecznych, ale gonitwa za „ideałem” nic nie da. Gdy dziecko jest wypychane na siłę z domu na zajęcia, to nigdy nie wyciągnie z nich nauki. Są rzecz jasna wyjątki i dzieci tak zaprogramowane, że same lubią żyć intensywnie co, jak sprawdziłam, wiąże się czasami z niską samooceną. Dzieci, które uczęszczają na wiele różnych zajęć często zaliczane są do grona „zakochanych w sobie” i lubiących się wywyższać. Dzieci z wysoką samooceną nie potrzebują zajęć, aby być pewnym siebie. Czy jest to potrzebne? Pewnie tak… ale znowu odwołam się do rozsądku rodziców.

Nauka poprzez zabawę
Zabawa i nauka w Mini Brain Academy

Nauka przez zabawę. Czy tak można najkrócej streścić Twój pomysł na biznes? Jak na niego wpadłaś?

Pewnie, że można, ale czasami faktycznie widać, że się uczymy. Bardzo często siadamy do czytania, pisania wypracowań czy tworzenia. Staram się, aby to nie było w standardowy sposób. Jestem certyfikowanym Coachem ICI i korzystam ze swojej wiedzy podczas zajęć. Gdy np. dzieci tworzyły swoje „koła życia” mające na celu ocenę swojego otoczenia, nie zmuszałam ich do siedzenia przy stole, czy pracy w ciszy. Każdy robił to jak chciał. Byli tacy co siedzieli grzecznie przy stole, a i tacy co chodzili w kółko z kartką w ręce, podskakiwali w miejscu albo śpiewali pod nosem.

Cały ten „bałagan” z MBA zaczął się od problemu rasizmu w klasie mojego syna. Był tam chłopiec, który, według dzieci, wyróżniał się wyglądem, a mama słabo mówiła po polsku. Dzieci nie bardzo chciały z tym chłopcem siedzieć w ławce, spotykać się prywatnie czy rozmawiać na korytarzu podczas przerw. Na jednej z wywiadówek został poruszony temat, jak zmienić obecną sytuację w klasie. Z racji, że miałam za sobą parę lat sprzedaży, szkoleń, wykładania czy wystąpień publicznych, wyskoczyłam z pomysłem, aby przygotować na Dzień Wiosny prezentacje o globalizacji, multikulturowości. Jak zwykle z racji, że nie wyglądam na swój wiek no i do najstarszych mamusiek nie należę, to mój pomysł się nie przyjął. Zaczęłam dyskutować, z najbliższym otoczeniem, o tym jak to dzisiaj jest, jakie są dzieci, czego im brakuje. Byłam przez chwilę Specjalistą ds. Rekrutacji w jednej z korporacji, gdzie doświadczyłam jak bardzo ludzie nie myślą, nie potrafią się zachować, nie potrafią pobajerować, zagadać itd. Od słowa do słowa powstał pomysł, żeby zaszczepić w dzieciach taki „czynnik”, który ułatwi im drogę do kariery, spełniania i szczęścia. Po wielu przebojowych sytuacjach i dzięki pojawieniu się sporej liczby ciekawych ludzi powstało Mini Brain Academy.

Pole dance
Pole Dance…chyba najbardziej kontrowersyjny pomysł na zabawę dla dzieci

Pozostańmy w temacie zabawy. Jak się bawić z dzieckiem na co dzień by pobudzać jego kreatywność, a jednocześnie po prostu fajnie spędzać czas?

Bardzo ważne jest, aby poświęcać dziecku uwagę, tyle, że dzieci najlepiej bawią się bez moderatora w postaci rodzica.

Dzieciom należy dać narzędzia i zostawić w spokoju.

Warto spędzać z dziećmi czas np. na gierkach planszowych, spacerach czy rajdach rowerowych. Jednak w zaciszu domowym czy na placu zabaw pozwólmy dziecku bawić się i nie podpowiadajmy co mogłoby zrobić. Dzieciaki lubią na wstępie pojęczeć „mamo, nudzi mi się”, „ale co ja mam robić”, wystarczy to przeczekać, a gdy pociecha nie ma wyjścia, uruchamia tą naturalną ekspresję i kreatywność.

„Rekiny biznesu”, Gimnastyka mózgu, Neuroplastyka. To nazwy niektórych zajęć, jakie znalazłam w waszej ofercie. Czego możemy się spodziewać po zajęciach, które prowadzicie? Jakich umiejętności możemy nauczyć dzieci?

Miałam pewne założenia, które rzecz jasna zderzyły się z rzeczywistością. Wszyscy powiadali „nie otwieraj tego na Podkarpaciu” a ja się uparłam. Teraz walczymy o to by rodzice zrozumieli czym są umiejętności miękkie, dlaczego się przydają i jakie płynął korzyści z ich wykorzystywania. Uczymy umiejętności miękkich czyli wszystkiego tego czego nie uczy szkoła. Chcemy w dzieciach je odkryć i uświadomić ich istnienie. Trenujemy kompetencje społeczne, asertywność, mowę ciała, pobudzamy kreatywność, pokazujemy jak się nie przejmować i nie stresować. Nie jesteśmy słodkimi paniami, które głaszczą dzieci po głowie i mówią zdziecinniałym głosem.

U nas dzieci to mniejsza wersja dorosłych, z mniejszym doświadczeniem, ale za to bez jeszcze wszczepionych schematów i z naturalną kreatywnością. 

CAM03789
Dzieci ćwiczą wystąpienia publiczne

Organizujecie sporo eventów, zabaw i imprez dla dzieci. Spodziewam się, że wynajęcie klauna odeszło już na dobre do lamusa. Jakie trendy obserwujecie? Czy urodziny Pole Dance to coś co teraz jest najmodniejsze wśród rodziców?

 Klaun nigdy nie odejdzie do lamusa, bo dorosłym się podoba. Z pewnością głównym trendem są imprezy tematyczne, w aranżacji ulubionej bajki, czy kultowego filmu. My jednak stawiamy na Total Freestyle i zero scenariuszy. Ma być „pompa” i fajna zabawa. Nie tańczymy „kaczuszek” czy „mac areny”, nie robimy standardowych rzeczy i jesteśmy kolorowi. Co do Pole Dance z racji, że trenuję hobbystycznie i zdarzyło mi się parę razy prowadzić zajęcia z tej dyscypliny, pomyślałam, dlaczego nie?

masz syna, Maksa i, jak twierdzisz, bywa twoim królikiem doświadczalnym. Jakie zabawy i zajęcia najbardziej przypadają mu do gustu? Jak teraz lubią spędzać czas kilkulatkowie?

Mój Maks jest typowym indywidualistą i lubi pracować sobie sam, w zaciszu swojego pokoju. Nieśmiertelne klocki Lego no i gra Minecraft. Lubi tworzyć, budować i znowu budować i wymyślać dziwaczne konstrukcje. Małe dzieci lubią wszystko co związane z bieganiem i ogólnie ruchem. Dlatego dla nich organizujemy dużo różnych zabaw, gdzie przemycamy elementy edukacji.Jest nagonka na to, że dzieci za dużo korzystają z tabletów, komputerów i telefonów, ale jakoś ja tego wśród klientów nie widzę.  Nowoczesność daje nam wiele możliwości, więc dzieciaki dużo intensywniej przeżywają życie społeczne właśnie przez Internet, niż mogłyby w rzeczywistości. Nie pochwalam takiej formy spędzania czasu, ale z drugiej strony moi koledzy, posądzani o nadużywanie gier komputerowych, są dorośli, mają firmy i do aspołecznych raczej nie należą. Do łask wracają proste rozwiązania, proste zabawki i zabawy ruchowe z mojego dzieciństwa jak ciuciubabka, berek cukierek, berek kibelek, zabawa w „krowę”, 3,2,1 skisł czy  „zamrażany”.

I, jak myślicie? Przekonałam się?

Powiem tak – trochę mi ulżyło. Twórcy MBA mają głowę na karku. Uspokoiłam się, że nie dzieci nie są tu tresowane, niczym maluchy z nielubianego przez mnie formatu „Mali Giganci” w TVN. Projekty takie, jak ten mają, w mojej ocenie, szansę na zaistnienie na rynku, a co ważniejsze – na zrobienie czegoś ważnego dla polskiej edukacji. Mogą ją uzupełnić i rozwinąć. A to już coś.

OK, można zarzucić Twórcom, że „przecież nikt z nas na takie zajęcia nie chodził i jakoś daje sobie radę”. I racja. Tylko faktycznie jest tak, że czasy się zmieniły. Warto dać dzieciom szansę na rozwijanie ich naturalnych zdolności. Ostatnio zachwycałam się zresztą dzieciakami z Broadway Musical School z Warszawy, które zrobiły swój pierwszy w życiu, profesjonalny musical i wystawiły go na deskach Teatru Palladium.

Kluczem do sukcesu dziecka są, jak myślę, połączone razem: jego talent, predyspozycje i ciężka praca, ale również: wsparcie (a nie pchanie na siłę), zrozumienie (a nie egoizm) oraz dobre słowo (a nie mantra o konieczności odnoszenia sukcesu) jego rodziców.

Będę z uwagą obserwować projekty podobne do MBA. A jak moje dzieciaki podrosną, to razem wypróbujemy możliwości takich szkół. Eksperyment na dzieciach? Czemu nie? 😉