Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

6 oznak, że wychowujesz dziecko w duchu rodzicielstwa bliskości

Sporo ostatnio u mnie na blogu tematów wokół rodzicielstwa bliskości. A to dlatego, że z pewnym zaskoczeniem odkryłam, że w takim właśnie duchu wychowuję moje dzieci. Szczerze? Moje pierwsze skojarzenia (kiedyś) z rodzicielstwem bliskości, to:

  • spanie z dzieckiem w jednym łóżku – „To nie wchodzi w grę! Przestrzeni mej w łożu małżeńskim bronić będę jak niepodległości.” – stanowczo sobie obiecywałam.
  • noszenie w chuście – „OK, noworodka mogę nosić. Ale roczniaka? To już patologia.” – twierdziłam pewna swego.
  • mizianie, ciucianie i ogólne rozdziadowanie – „No, tego, to już trzeba się wystrzegać jak ognia, bo mi jakaś mękoła urośnie!” – moja „mądrość” nie znała granic 😉

Jak widzisz, rodzicielstwo bliskości brałam trochę za takie nawiedzone podejście „matek blogerek laktatorek”, co to wymyślają jakieś nowe teorie nie przystające do rzeczywistości. No bo dziecko to powinno być uczone samodzielności od początku. Powinno wiedzieć jakie mam wobec niego wymagania, gdzie stawiam granicę, czego oczekuję.

Ale…stało się! Wychowuję dzieci w duchu rodzicielstwa bliskości. Nie planowałam tego. To się stało, bo jest najbardziej naturalną formą jaka przychodzi mi do głowy (i ojcu moich dzieci zresztą też) kiedy myślę o „ogarnianiu dzieci”. To nie ja wprowadziłam rodzicielstwo bliskości do naszego domu. Ono wprowadziło się samo. A dokładniej wprowadziły je moje dzieci. Ja ich tylko uważnie słucham i każdego dnia staram się zrozumieć.

Nie rozdziadowuję. Nie uzależniam od siebie. Nie narzucam się dzieciom!

Dbam o zaspokajanie ich FAKTYCZNYCH potrzeb (a nie tego, co o potrzebach moich dzieci mówi pediatra nawołujący do ostawienia od piersi, teściowa – która zachęca do większego reżimu, czy moja mama – która powtarza, że „kiedyś o dobrym wychowaniu świadczyło przede wszystkim to, że dziecko było czyste i najedzone”.

Dlatego ja, na przekór IM, ale w zgodzie z MOIMI DZIEĆMI – daję im tyle miłości, ile każde z nas zdoła udźwignąć.

Jestem z nimi – wystarczająco blisko by „być w zasięgu ich zmysłów” (jak mówi Agnieszka Stein) ale też wystarczająco daleko, by rozwijać ich pewność siebie i dawać przestrzeń do samodzielnego poznawania świata.

Kocham i szanuję. 

Wychowuję w duchu rodzicielstwa bliskości.

Dobrze, ale załóżmy, że nie mam milionów godzin na czytanie poradników o rodzicielstwie bliskości. A chcę jednocześnie wiedzieć „z czym to się je?”. Co robić? Gdzie szukać porady? – możesz zapytać. *

miłość. podstawa rodzicielstwa bliskości.

Otóż i jestem  – Twoja Mama Subiektywnie! Gotowa podzielić się swoją wiedzą tajemną o rodzicielstwie bliskości.

Daję ci moje…

6 objawów tego, że wychowujesz dziecko w duchu rodzicielstwa bliskości:

 1. WSŁUCHUJESZ SIĘ W REALNE POTRZEBY DZIECKA. Ufając własnej intuicji, patrząc na reakcje dziecka, poznając je, podejmujesz decyzje i robisz to najlepiej jak tylko potrafisz. Nie działasz bezrefleksyjnie pod dyktando otoczenia (mamy, partnera, sąsiadów i innych „doradców”). Przecież Ty i Twoje dziecko znacie się najlepiej. I kropka.

2. ROZMAWIASZ Z DZIECKIEM O EMOCJACH. Oczywiście, z tym starszym. Choć naukowcy przekonują, że tak naprawdę dzieci rozumieją to, co do nich mówimy na długo przed tym, kiedy nam się wydaje. Nigdy więc nie jest za wcześnie na takie rozmowy. W rodzicielstwie bliskości chodzi o zrozumienie. To tyczy się również emocji. Kiedy wspólnie z maluchem analizujecie, co się z nim dzieje i co czuje, to budujecie porozumienie, a wraz z nim również zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Lepsze to od zrzucania winy za „nieodpowiednie zachowanie” na mityczny bunt dwulatka, niewyspanie czy inne opętanie przez szatana. Acha i jeszcze to – wyrzucasz ze słownika słowo „niegrzeczny”. Dlaczego? Dlatego, że konia z rzędem temu, kto precyzyjnie określi co to znaczy być „grzecznym” (a więc tym samym „niegrzecznym”) i kto zargumentuje po kiego grzyba dziecko ma być grzeczne. Ma być sobą i ma się rozwijać. O!

3. NIE KARZESZ. ALE TEŻ NIE NAGRADZASZ. To dla mnie chyba jedna z trudniejszych zasad (mówię o nagradzaniu), jaką kieruje się nurt rodzicielstwa bliskości. Zakłada on, że kara i nagroda to nie są dobre metody wychowawcze, bo uzależniają aprobatę rodzica od poprawności wykonania przez dziecko polecenia. A mówiąc bardziej zrozumiale – dziecko kochamy i akceptujemy takim jakim jest ZAWSZE. Bez uzależniania tego o tego, czy zrobiło coś „dobrze” czy nie. Lepsze od kar czy nagród są zachęty i rozmawianie o konsekwencjach czynów. To zaś uczy podejmowania decyzji a więc także samodzielności, o którą zabiega tak wielu z nas, rodziców. A co ze stawianiem granic? Jest konieczne! Granice: tak. Ale też – miłość bezwarunkowa: tak.

4. BUDUJESZ RELACJE. NIE ŻĄDASZ POSŁUSZEŃSTWA. To się naturalnie wiąże z poprzednim. Relacja jest wymagająca. Wymaga czasu, uwagi i uważności. Nieraz – poświęcenia. Ale jest tego wszystkiego warta. Odpłaca się zrozumieniem, wdzięcznością, samodzielnością i szczęściem – czyli wszystkim tym, czego przecież chcemy uczyć nasze dzieci i co chcemy im zapewnić. Jak ją budować? Przede wszystkim przez słuchanie. Przez bycie razem tu i teraz. Przez podejmowanie wspólnych działań, zachęcanie do dzielenia się spostrzeżeniami. Wiem, brzmi jakbyśmy mówili o dorosłych osobach. Ale to tak trochę jest. Wiadomo, dziecko inaczej patrzy na świat bo brak mu naszego doświadczenia, ale to właśnie jego nic nie ogranicza, oprócz jego własnej wyobraźni. A z tej, jak wiemy, powstają najwspanialsze rzeczy na tym świecie. Pamiętajmy o tym!

5. NIE STOSUJESZ ZASTRASZANIA. NIE PORÓWNUJESZ. NIE ZAWSTYDZASZ. Kiedy przyjrzeć się metodom wychowawczym naszych rodziców, to „sory”, ale z bólem można stwierdzić, że te właśnie wymienione przed chwilą cudeńka u nich królują: „Nie idź do piwnicy bo tam jest Pani i cię zabierze!” , „Ania tak ładnie zjadła zupkę, a ty tak ciapiesz tą łyżką!”, „Wstydź się – taki duży chłopiec a nadal sika w majtki!” – brzmi znajomo? A to tylko przedsmak tego, co fundowały nam przez lata głównie nasze mamy i babcie. Nie, żebyśmy nie wyszli przez to na ludzi, ale umówmy się, lepiej mieć więcej kasy na okazjonalny szoping niż kolejne wizyty u psychoanalityka po takim trudnym dzieciństwie. Dlatego rodzicielstwo bliskości mówi – zamiast zawstydzać czy poniżać, wyrażaj to, o co naprawdę ci chodzi: „Widzę, że nie zjadłeś warzyw. Martwię się o ciebie, bo kiedy nie jesz warzyw to często chorujesz”. Czy to przyniesie natychmiastowy efekt w postaci spałaszowania michy brokułów? Szczerze wątpię. Ale ziarnko zostanie zasiane. Dobre myśli przekazane. I będzie kiełkować. A strasząc czy porównując do Ani, co to wcina kalafior aż miło, i tak mamy nikłe szanse na sukces u naszego słodyczo-luba.

6. ŚPISZ Z DZIECKIEM. I TO WAM WSZYSTKIM PASUJE. Nic na siłę! Ta zasada wpisuje się także w nurt rodzicielstwa bliskości. Nie chodzi tylko o to by spać z dzieckiem. Chodzi o to, by robić to dlatego, że wszystkim Wam to odpowiada. Kiedy obydwoje, a raczej obytroje tego potrzebujecie – to śpijcie razem, nie obawiając się, że rozdziadujecie dziecko i, że nigdy z tego łóżka już wam nie wyjdzie. Wyjdzie. W swoim czasie. Ale wyjdzie pewne siebie, z poczuciem bezpieczeństwa, zadbane i zaopiekowane. A to wszak kwintesencja rodzicielstwa. Tego w stylu „bliskości”, jak i każdego innego.

I takiego waszego, pełnego miłości i bezpieczeństwa, rodzicielstwa wam życzę.

Wasza,

M.

*A jak jednak znajdziesz trochę czasu, to sięgnij po „Księgę Rodzicielstwa Bliskości” W.i M. Searsów, (Wydawnictwo Mamania). To mądra, pełna ciepła lektura. Nie zanudzisz się, a wręcz przeciwnie – dostaniesz praktyczne wskazówki.

 

Cover photo by: Rowan Heuvel

„Love” photo by: song heajin