Mama subiektywnie

O śnie, rodzicielstwie bliskości i wychowaniu. Dla rodziców, którzy chcą wiedzieć więcej

5 pomysłów na to jak najlepiej wykorzystać urlop macierzyński

Jak najlepiej wykorzystać urlop macierzyński? Skoro to URLOP, to dobrze wiedzieć, na co ten cenny czas przeznaczyć (oprócz zajmowania się dzieckiem, bo zakładam, że nie zajmuje nam to dosłownie całego dnia). A skoro to aż roczny urlop (w przypadku niektórych), to tym bardziej jest okazja by zaszaleć 🙂

Mam dla ciebie 5 pomysłów na to, jak najlepiej wykorzystać urlop macierzyński.

Ale na początek – krótka anegdotka.

Mój znajomy spotyka się z różnymi dziewczynami. Jest w takim wieku i w takim momencie życia, że chciałby z kimś fajnym być. Randki w ciemno nie wypadły jednak korzystnie. Co ja gadam? To były totalne PORAŻKI. A to głównie dlatego, że, jak ze smutkiem stwierdza mój kumpel, „laski nie mają żadnych pasji”. Nic ich w życiu nie kręci. No, bo czy zainteresowaniem można nazwać przychodzenie do domu po pracy i bezmyślne gapienie się w TV na to, co akurat leci? A puenta? Ano taka, że w życiu trzeba mieć jakąś pasję, robić coś, co daje nam „powera”. Niekoniecznie po to, by znaleźć męża czy żonę 😉 ale choćby po to by mieć o czym pogadać z nowo poznaną osobą, albo starym kumplem….

A teraz do rzeczy!

Przy pierwszym dziecku nie było dla mnie szczególnie pytania o to, jak najlepiej wykorzystać urlop macierzyński? Był Tymek i…długo, długo nic. Zawładnął moim światem totalnie. Pewnie dlatego, że mu na to pozwoliłam. Ale nie żałuję! Ale drugie dziecko to co innego, co? Wiesz, odkryłam, że tak właśnie jest, przynajmniej w moim przypadku. Już nie martwię się o kolki, jestem bardziej wyspana, niż wtedy, mam więcej sił i zapału (nie licząc wahań nastrojów powodowanych przez wciąż leczoną chorobę Hashimoto).

Tak, czy siak, gorąco zachęcam cię do tego by najlepiej wykorzystać urlop macierzyński, a nie tylko do „zmieniania pieluch”. Mam co najmniej 5 pomysłów na to, jak wykorzystać urlop macierzyński w pełni i …dla siebie:

1. rozwijaj kompetencje

Bez względu na to, czy czujesz się pewnie wracając do pracy po urlopie macierzyńskim, czy obawiasz się o utratę pracy, wykorzystaj urlop macierzyński do rozwijania swoich kompetencji zawodowych. To naprawdę jest łatwiejsze i przyjemniejsze niż myślisz! Nie twierdzę, że musisz zapisać się na dodatkowe studia. Co wtedy zrobisz z niemowlęciem? Polecam za to wszelkiego rodzaju materiały online: webinary (na przykład branżowe), prezentacje inspirujących ludzi (TED), podcasty tematyczne (o różnych platformach poczytasz tu). Najlepsze w tego typu materiałach i szkoleniach jest to, że nie musisz wychodzić z domu, by oddać się nauce i rozwojowi. Ja, na przykład, mocno postanawiam powrócić do nauki online języka hiszpańskiego (mam kupiony kurs na Rosetta Stone). Zresztą, wyjść z domu też możesz – spacer z dzieckiem to wprost wymarzona okazja do posłuchania kilku podcastów. Zero wysiłku – słuchawki na uszy i…tyle. A wiedza nieraz bezcenna.

Pomyśl, jak świetnie będzie wyglądało twoje CV, kiedy wzbogacisz je o kilka nowych pozycji? A może będziesz mogła się pochwalić przyszłemu pracodawcy, że „umiejętnie łączyłaś życie rodzinne z rozwojem osobistym”? I będziesz miała na to twarde dowody. Waaarto!

2. Postaw na sprawdzone pasje i odkryj nowe

Jeśli kręci cię kręcenie kilometrów na rowerze czy chodzenie na koncerty, to to właśnie rób. Podobno godzina czasu dziennie należy się każdej matce „jak w pysk szczelił” 😉 Cóż, lepiej, żeby nikt nie „szczelał”, ale pewne jest to, że zbyt często, my matki, odmawiamy sobie codziennych przyjemności. Ileż to pasji i zainteresowań poszło w niwecz, „bo przecież mam dziecko, którym muszę się zająć”. To prawda, ale wystarczy dobra organizacja dnia i zaangażowanie najbliższych, by móc kontynuować to, co dotychczas nas w życiu napędzało. To, że stałaś się matką nie oznacza, że stałaś się TYLKO nią. Jesteś przecież młodą, pełną energii i zapału kobietą!

Można też wykorzystać urlop macierzyński do odkrywania nowych pasji. To fantastycznie wzbogaca. I pozwala ci mieć kontakt z innymi dorosłymi osobami, które potrafią powiedzieć coś więcej niż „ga ga”, czy w najlepszym razie „mama daj”. Na Facebooku jest sporo grup tematycznych i warsztatów. Ja planuję wybrać się na zajęcia z robienia na drutach. Kiedyś, jako dziecko, szalałam za szydełkowaniem. Nie wiem, czy teraz, po latach, nie dostanę szału dziergając te oczka i pętelki, ale spróbuję. Bo, w sumie czemu nie?  Jaram się fajnymi fotkami na Instagramie, pełnymi samodzielnie wydzierganych sof, koszy, poduszek… To  mogą być moje fotki 😉 Zresztą, nie ważne co to będzie. Ważne, by spróbować czegoś nowego. Był taki film „Yes Man” z Jimem Carrey’em, w którym bohater nie odmawiał żadnym nadarzającym się mu w życiu okazjom. To fascynujące i inspirujące ile nowych rzeczy można się nauczyć, ile życiowych doświadczeń zebrać. Polecam!

3. odkryj swoją duchową stronę

Nie, nie mam na myśli ślęczenia w kościele czy czegoś takiego. Nowa wiara? – to też nie to co mam na myśli. Pomyśl, teraz będąc mamą jesteś głównie skupiona na innych. Nie tylko na dziecku, ale także na domu, na partnerze, na rodzinie i bliskich. A co z twoimi potrzebami? Może masz jakiś niezałatwiony problem? Albo coś nie daje ci spokoju, nad czymś intensywnie myślisz? Na to wszystko zwyczajnie często brakuje nam czasu. Dlatego, przez odkrywanie duchowości rozumiem skupienie się na swoim wnętrzu. Zupełnie nie po drodze mi do medytacji w stylu, które opisuje moja koleżanka-podróżniczka na swoim blogu ponioslonas.plNależę raczej do tych sceptycznych, którzy nie umieją się wyciszyć i myśleć wyłącznie o tym co tu i teraz. Ale spróbowałam (ponownie – bo w sumie czemu nie?). Wybrałam się na medytacje prowadzone przez Lenę Świadek (pisarkę, terapeutkę i nauczycielkę medytacji, a prywatnie moją kuzynkę).  Dużo by mówić o tym doznaniu – może nie doznałam uniesienia, oświecenia czy nie dane mi było przeżyć nirwanę, ale przynajmniej dowiedziałam się kilka rzeczy o sobie. A przede wszystkim – zatrzymałam się na chwilę i chłonęłam moment, w którym się znalazłam. A to w życiu zabieganej matki DUŻOOOO. Może i ty odkryjesz sposób na znalezienie wewnętrznego spokoju?

4. Zadbaj o swoje ciało

Poruszyła mnie niedawno historia młodej sportsmenki, Stephanie Rothstein, której figura po 6 tygodni po porodzie wróciła do normy, ale brzuch nie. Historia jakich wiele wśród mam. To, co mnie dotknęło to z jednej strony uświadomienie sobie, że nasza aktywność na co dzień (także ta sprzed ciąży) ma wpływ na powrót do formy po porodzie. Z drugiej strony, że mimo najszczerszych chęci i świetnej kondycji nie da się czasem uniknąć wiszącego worka-brzucha. Tak czy inaczej – gorąco zachęcam cię do ćwiczeń. Sama wróciłam do nich dopiero teraz, po pół roku od narodzin córki. Nie wiem, czy to dużo czy nie. Nie ma co tego oceniać. Ważne, że ten pierwszy najtrudniejszy krok wykonałam. Po co? Dla hołubienia mojej samolubnej, wewnętrznej Marty-kiedyś-tancerki, która żąda sporej dawki endorfin płynącej ze sportu. Spróbuj, a pokochasz to uczucie, kiedy zmęczona padasz na twarz, ale czujesz, że żyjesz!

A skoro już mowa o cielesności, to zaklinam cię -pamiętaj o dbaniu o tę sferę w swojej relacji z partnerem. I tym razem nie chodzi tylko o kwestię „sportu” i dbania o siebie. Zbyt wiele par rozstaje się po narodzinach dziecka przez brak sexu. Wiem, to nie jest łatwe, kiedy ma się kompleksy, na głowie milion innych rzeczy i często jest się niedospanym. Wiem tylko, że nic tak nie zbliża w relacji, jak bycie tylko ze sobą i całym sobą.

5. ustal nowe priorytety

Nie czarujmy się – w trakcie urlopu macierzyńskiego tak naprawdę dopiero uczymy się małymi krokami jak być rodzicem. Nikt nam nie dał skryptu. Nie mamy żadnej instrukcji i nikt nie jest w stanie poprowadzić nas za rączkę. Będę jeszcze podejmować ten temat wkrótce na blogu, bo to niezwykle ważne zagadnienie. Zbyt często zapominamy, że nie możemy oczekiwać od siebie zbyt wiele, a na pewno już nie perfekcji. Dopiero uczymy się jak być rodzicem. Ilość zmiennych i nowych danych do nas docierających jest ogromna! Uświadommy to sobie wreszcie – my rodzice jesteśmy bombardowani informacjami i zjawiskami, z którymi jakoś musimy sobie na co dzień radzić. Dlatego postaraj się najlepiej wykorzystać urlop macierzyński na UWAŻNĄ OBSERWACJĘ otoczenia, swojego dziecka i swoich relacji. POZNAJ SIEBIE W NOWEJ ROLI. Odkryj, co cię fascynuje, co denerwuje a co jest ponad twoje siły.

Po co? Bo kiedy już oswoisz się z tą nową sytuacją, odkryjesz, że możesz i umiesz ją kontrolować. Znajdziesz w końcu „złote środki”, poznasz triki i wypracujesz wasze własne rytuały. Ogarniesz chaos i wynurzy się z niego coś wspaniałego – rodzicielstwo w twoim unikatowym wydaniu. Jeśli miałabym dać ci tylko jeden argument, dla którego warto wziąć roczny urlop macierzyński, to byłby to właśnie ten powyżej. Czasem będzie to wymagało przeprogramowania swojego dotychczasowego życia, czy przyzwyczajeń. Nieraz będziecie wspólnie ustalać nowe priorytety czy oczekiwania. Jednak nagrodą jest, to czego zawsze szukamy i do czego nieraz bezwiednie dążymy – WEWNĘTRZNY SPOKÓJ.

Sprawdzone, polecam!

Marta Andreasik